Szukaj:Słowo(a): konstrukcją kuszy




| To dopóki będzie jakaś cywilizacja.
| A masz jakieś plany na potem?

| A po co? ;) Po totalnej konfrontacji militarnej, najlatwiej i
najszybciej
| zbiora sie do kupy kraje o najprymitywniejszym rolnictwie i technologii.
| Czyli powinnismy dac rade ;)

| p.s. ostatnio zbudowac mala kuznie i bawilem sie w przekuwanie jakis
| zardzewialych pretow zbrojeniowych na miecze ;)
|  (i znow ten wyscig zbrojen ;)  )

Kusza jest lepsza.
Do miecza trzeba mieć parę w rękach a walka za bardzo kontaktowa.



  Kusza mnie kusi, ale to juz duzo wiecej dlubaniny, a brakuje mi jakis
lopatologicznych opisow konstrukcji. "orzech" jest w warunkach amatorskich
IMHO zbyt trudny do zrobienia.

Dziekuje za kompetentna odpowiedz, a nie publicystyke i mniemanie.

Mam kilka pytan:
Jaka byla donosnosc strzalu z kuszy ? Rozumiem, ze to zalezalo od jej
konstrukcji, rodzaju materialu z ktorego wykonane bylo "ramie naciagowe"
(czy jak sie to nazywa :)) a muszkietu ? cieszynki ? broni gwintowanej ?
Ciekawi mnie porownanie przebijalnosci beltu,  strzaly i kuli -
dysponujesz czyms takim ?.


| 2) Pytałam już o to kiedyś, ale nie dostałam odpowiedzi. Jak można by
| określić po polsku "naphtha throwers"? Chodzi o katapulty, [...]

Raczej o balisty, z katapult strzelano a z balist miotano.
pozdr. Jerzy



Chyba na odwrót?

Balista to taka (dużo) większa kusza, a katapulta to urządzenie miotające
przy pomocy dźwigni. Katapulta mogła działać z wykorzystaniem siły
sprężystości (onager), ale mogła też na zasadzie belki zamocowanej na osi z
krótkim ramieniem napędowym i długim miotającym (trebusz).

Balista mogła strzelać stromotorowo (konieczność używania cięższych
pocisków) lub płaskotorowo (bełtami podobnymi do używanych w kuszy).
Replikę tej drugiej widziałem na zamku w Malborku 2 lata temu. Zasięg
użyteczny zależał od ustawienia (siły i ilości osób obsługujących), ale
dochodził do kilkuset metrów.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Balista

Natomiast jeśli chodzi o strzelanie/miotanie to terminologia tutaj jest
dosyć płynna: z łuku się strzela (nawet stromotorowo), natomiast można
miotać pocisk karabinowy (http://pl.wikipedia.org/wiki/Ładunek_miotający).
Dla mnie intuicyjnie, tak "na chłopski rozum", strzela się szybko, a miota
powoli, więc balista raczej strzela, a katapulta - miota.

A wracając do pytania, "naphta thrower", w zależności od konstrukcji,
nazwałbym albo miotaczem ognia, albo katapultą ogniową.

Raf :-)

Witam
Jestem zainteresowany zakupem nowego Opla Astre G (nowy tzn. nówka z salonu) w wersji silnikowej 1.4 (5 drzwiowa). Jakoś kuszą mnie te obniżki modelów z 2008 roku, porównując z promocjami na inne auta wychodzi, że Opelek najlepszy (według mnie)

No i teraz mam do was takie pytanie czy w ogóle warto się interesować zakupem.
Większość mi odradza zakup...podobno lepiej używane bo taniej a tu się przepłaca?
Nie którzy też odradzają bo podobno fabryka z Gliwic gorsze robi asterki niż te co były robione w niemczech.
Nie wiem też jak z awaryjnością tego auta. Ogólnie myślę, że to sprawdzona konstrukcja i przez najbliższe lata spokojnie będę tym jeździł (zostane użytkownikiem forum opla

Ogólnie to mam pytanie czy te asterki robione w gliwicach są autami godnymi uwagi i nie wybrakowanymi w porównaniu do modeli robionych w niemczech (tzn. gorsze wygłuszenie, jakieś gorszej jakości części?).
Chce kupić auto na kilka lat i nie chce wtopić
Tak. Ale broń "domowej roboty" wykonana przez Tharytę działa niemal jak broń wojskowa. Oparta na mocnej cięciwie i pałąku, ma nieco słabszą konstrukcję i na pewno szybciej się niszczy od modeli wykonywanych dla straży, jest jednak równie zabójcza z odległości 3 m.
Doświadczony złodziej nie jest doświadczony do przeżywania bełtu w trzewiach bardziej, niż doświadczony górnik do obrony swego domu przed bezwzględnymi bandytami. Dlatego zabiliście tych trzech górników. Dlatego bezpośrednie, bardzo mocne trafienie bełtem z kuszy kończy się śmiercią, gdy fachowa pomoc nie nastąpi szybko. Dlatego widząc wycelowaną w siebie kuszę, trzeba negocjować, nie rzucać się do walki. Miałem cały czas uczucie, że wszystko toczy się tak, jak powinno, choć jedynie stosowałem mechanikę. I jestem zadowolony z tej sesji, jako testowej
Co do wydłużonego czasu przeżycia - zgadzam się, tak będzie. Ale dla tamtej sytuacji nie miałoby to większego znaczenia.
Krasnal o imieniu Miklas. dosyc mlody. brunatne wlosy i broda <wlosy zaplecione w warkocz , broda luzem> na klacie skorzany kubrak. przy sobie nosi tylko kusze < pieknej konstrukcji ,samopowtarzalna> , dlugi noz i narzedzia. nie wiecie o nim na razie zbyt wiele.

ogolna koncepcja - reperator dóbr wszelakich .potrafi wyklepać smiercionosną wunderwaffe ze zwyklej metalowej miski. MacGyver swoich czasow. cyniczny i sarkastyczny. wytrzymaly , silny -mimo to referuje nie brudzic rąk krwią <jeśli już to prochem strzeleckim > magii nie rozumie i jej nie ufa

uwaga - chwilwo bede mial ograniczony dostep do neta. raz dziennie sobie wejde ale nie czesciej
Nie mam nic przeciwko dyskusji, która jak słusznie zauważyłeś zdecydowanie służy, ale ten temat był już poruszany mnóstwo razy przez mądrzejszych ode mnie i nie udało się dojść do porozumienia.

Pisałem o yari i strukturze armii mając na myśli właśnie ashigaru w pierwszych szeregach którym zdarzało się robić za zwyczajną żywą tarczę, również najeżoną i z pewnością niesprzyjającą wszystkim próbującym się przez nich przebić. Podobna, jeśli nie identyczna taktyka była jednak stosowana chyba niemal wszędzie na świecie, więc przyznaję, że nie jest to mocny argument... Co do naginaty, nie wiem ile w tym prawdy, ale słyszałem, że kiedy zaczynał się już dużo bardziej chaotyczny etap bitwy, tj. każdy walczył o życie a plany i szyki szły w odstawkę to naginata używana była do podcinania przednich nóg koniom, co jej konstrukcja zdecydowanie umożliwia.

Owszem, zupełnie inną sytuacją jest kiedy w stado przerażonych chłopów z bambusowymi patykami wbija się kilka ton zdyscyplinowanej stali na koniach, biedacy którym udaje się przeżyć biorą nogi za pas, a dowódca pada na zawał bo już wie, że przegrał Tutaj właśnie dochodzimy do sedna problemu - w Japonii nie było ciężkiej konnicy z lancami i kuszami, a w Europie nie było samurajów którzy na polu bitwy walczyli zdecydowanie inaczej niż rycerze. Ergo, wszystko pięknie, ale obawiam się mimo wszystko, że dywagować możemy bez końca, bo niektórych czynników nie przewidzimy. Na całe szczęście nie musi nas to powstrzymywać od wymiany poglądów i dzielenia się wiedzą

P.S. Cholera, ale nam wyszedł offtop...
Pozdrawiam
Panowie!

Potrzebne mi sa strony/materialy na temat budowy kusz - tych nowoczesnych. Od razu mowie, ze to nie dla mnie, tylko dla znajomego wiec nie pytac o jakies zawilosci. Aha, jakby ktos mial jakies strony na temat testowania lukow, to tez pozadane...

Seiken, wiem, ze masz jakies kusze w domu... masz moze namiary na jakies schematy tego, czym dysponujesz?

Z gory wszystkim dziekuje

K.
gdzie można kupić linke darkonową? robisz repliki czy też lubisz czasem jakieś experymentalne kusze robić - pytam bo chodzi mi o konstrukcje bloczkowe , napinanie z łamaniem kolby i takie podobne rzeczy, które podnoszą adrenaline......obrotowe magazynki na bełty? przyspieszacze rolkowe?

Mów dalej Masz jakieś linki do podobnych materiałów, zdjęć, opisów etc. Ja też jestem fanem nowoczesnych rozwiązań
Informacje o kuszach użytych w bitwie pod Hastings pochodzą z dzieła Williama z Poitiers "Gesta Guillelmi II ducs Normannorum". Natomiast na samej tkaninie z Bayeux nie ma śladu tej broni.

W załączniku wrzucam rycinę o której Balistarius pisał na frehii w podanym przez Vislava temacie:
Cytat: Inne źródło, dwóch strzelców z kuszami na miniaturze pewnej Biblii, która powstała w końcu X stulecia. Jej autor Haimo, mnich i nauczyciel przy szkole klasztornej w Saint Germain w Auxerre, przedstawił na tym obrazku oblężenie Jeruzalem. Haimo narysował ich broń dokładnie ze szczegółami obie kusze posiadają prawdopodobnie łuczyska rogowe, a łoża posiadające rynienki dla bełtów, nie kończą się, jak to miało miejsce w broni romańskiej, zaraz za zamkiem. Miniatura Haimo przedstawia raczej prymitywne kusze bez strzemion, jednakże strzelcy używają, co po raz pierwszy udokumentowano w historii broni, dzwignie spustowe i wyraźnie widoczne różne konstrukcje zamków. Podczas kiedy prawy strzelec stosuje prosty zamek czopowy, broń lewego strzelca posiada zamek z orzechem.

Przypomnę także, że w 1139 roku kościół zakazał używania kusz przeciwko chrześcijanom, zezwalając jednak na ich użytkowanie przeciw niewiernym.
pozdrawiam
Witam

Ciekawa rycina - nie widziałem jej wcześniej.
Cytat: Haimo narysował ich broń dokładnie ze szczegółami obie kusze posiadają prawdopodobnie łuczyska rogowe, a łoża posiadające rynienki dla bełtów, nie kończą się, jak to miało miejsce w broni romańskiej, zaraz za zamkiem.
Poza niezłym rysunkiem - jest jednak równocześnie dobrym przykładem, że każdą ikonografię należy traktować jako 'wizję' artysty i niekoniecznie jako precyzyjną dokumentację.

Każdy z kuszników z tej ryciny ma szansę tylko na jeden strzał. Na następny zabraknie mu palców u lewej ręki. Co do samego 'schematu' kuszy to rzeczywiście odzwierciedlone są istotne elementy konstrukcji.

pozdrowienia Vislav
większe promieniowanie idzie od telefonu

W których modelach? Wiesz coś więcej na ten temat? Czy to dotyczy także SE K530i / K550i oraz SGH D900 / U600?

Na temat promieniowania TK negatywnie wpływającego na zdrowie mówi się od dawna. W świecie zdominowanym przez komercję prawie nikt nie interesuje współczynnikami SAR. Operatorzy kuszą pakietami darmowych minut, a nawet rozmowami z wybranym numerem po 1 gr. Społeczeństwo po prostu nadużywa telefonii komórkowej. Wokół nas krąży wiele fal - wreszcie nie tylko GSM / UMTS. Odbiór TV i radia z "powietrza" to nie problem. Na pewno lepiej zastąpić przekaz radiowy przekazem kablowym. W telefonii komórkowej niestety fal radiowych nie da się zastąpić.

TK z klapką lub sliderem powinny być bezpieczniejsze, chociaż metalowa konstrukcja może przekazywać fale do głośnika. Nikt jeszcze nie wspomniał o alternatywie - tryb głośnomówiący. Na ulicy to pewnie nie do pomyślenia, ale w domu - dlaczego nie?
Ekhm... Fomapan 100 18x24 - 50szt. 330zł...

Z drugiej strony - podobnie jak Fuji instant FP 100 a format o wiele większy - ale to nie najlepsze porównanie.

Bo mnie właśnie te materiały fuji kuszą... ale do tego to bym musiał swój aparat zbudować o-P bo kompatybilne polaroidy mają strasznie ciemne obiektywy - a to tylko iso 100... a tak to jakiś f3.5 z miechowca 6x9 powinien dać radę.
Tyle że wtedy to by musiało być coś na wzór wielkiego formatu - tył z filmem wymienny na matówkę do kadrowania i ostrzenia a to komplikuje konstrukcję o-(
Sprzedam to

Empire Militia

Odkupiłem od kolegi dwie bandy, tą sprzedaję.
20 figurek sklejonych, niepomalowanych, bez wypełnionych szczelin GS`em, umyłem je i pokryłem białym podkładem GW ( miałem pomalować ale mam co innego do malowania i mi się już nie chce), część figurek ma broń białą, część łuki/kusze bądź palną.
Na zdjęciu na stronie GW wszystkie maja jakąś broń białą. W zestawie jest orginalnie 20 figurek wszystkie mają konstrukcję modułową.
Kupiłem sklejone i nie próbowałem ich rozklejać, ale mogę podpowiedzieć ze kąpiel w płynie hamulcowym DOT-3 ściąga farbę, podkład i często klej (nie wiem czy cyjanoakryl "kropelkę" też?) tutaj filmik o tym http://www.youtube.com/watch?v=rjXTewIfLtc - ja nic nie czyszczę, nie chce mi się, ale jest to bezpieczne, testowałem na 10ci letnim marines i zchodzi wszystko.
W cenie orginalne bitsy - ręce z bronią (pistolety, kusze, łuki, miecze, strzały...) głowy, skrzynia i jeszcze jakieś kruszyny.

Nie wiem co jeszcze dodać? Pudełka brak, zdjęcia moge wysłać na maila, kontakt przez gg1272493 wieczorem odpisuję, niedługo wrzucam na Allegro.

Pozdrawiam
Miłek :)
Witam!
U mnie początek to strzelanie z łuku i kuszy. Lata takiej zabawy a od czasu do czasu ładowałem piszczel czy hakownicę dla huku. Zabawki cp były kolegów więc znajomośc z cp raczej przelotna.
Do tego muszkiety lontowe i kołowe. Kiedyś nie bardzo mi się podobało.. Za dużo ognia i dymu tuż przed twarzą, teraz się z tego śmieje. :lol:
Przełom to strzelanie z muszkietu skałkowego. Najpierw z pewnymi obawami a potem to i pół kilo proszku spalałem jednego dnia. Zabawka też nie moja więc trzeba było nacieszyć się "do następnego razu"...
No i oryginały jakie od czasu do czasu pojawiają się w moich łapkach. Szkoda tylko, że nie jestem ich właścicielem.. A tylko oglądaczem..
No i tak. Jak się raz spodoba to ciężko się odzwyczaić. :lol:
Teraz broń kapiszonowa ale plany są na kilka lat... Od bardzo wczesnej do konstrukcji z XIX wieku.
Pozdrawiam! :lol:
Przecież pocisk THV bardzo szybko wytraca prędkość w powietrzu, więc co dopiero w wodzie

Cytat z książki Automatyczna Broń Strzelecka

Ocenie się, że pociski THV tracą energię kinetyczną ruchu już po 30m lotu



Gdyby połączyć nieco zoptymallizowany dla środowiska hydrodynamicznego kształt - nieco wzorowany na THV, odpowiednią masę i pewnie jeszcze jakiś wypływ denny - to wszystko co można zrobić. Oczywiście im ta "strzała" staje się większa (dłuższa), tym te wynalazki z przodu i z tyłu - tracą na ważności. ale przecież nie chodzi o kuszę, ale o pocisk do broni palnej



Gdyby wydłużyć pocisk i zwiększyć jego masę to nie byłby to już pocisk THV. Tak na marginesie wszystkie konstrukcje strzeleckie do strzelania pod wodą jakie znam zasilane są nabojami z bardzo długim i masywnym pociskiem, natomiast żadna nie jest zasilana nabojem z pociskiem podobnym do THV
A pomyślałeś jakiego kopa to by miało ? Poza tym. z punktu widzenia konstrukcji... od oryginalnych kusz różni się bardzo niewiele... W brew pozorom, w "zwykłym" łuku cięciwa też pracuje podobnie jak guma. Oczywiście relatywnie niewiele ale jednak. Można to porównać obserwując zmiany energii pomiędzy cięciwą np. dakronową a np. kewlarową. Oczywiście w łuku metalowym, bo do drewnianego odradzam kewlar - no chyba że ma to być łuk jednorazowy Albo cięciwa jest porządnie skręcona....
ps. były kiedyś takie kusze podwodne... właśnie na gumę...
mogł bys cos wiecej napisca o tych materiałach??? testowałes moze lekarskie wezyki sylikonowe??i jak sie sprawa ma do gumy takiej??rozumiem ze te pomiary były robione pzy tej samej sile naciagu??i o jakim kleju do ramion mowiłes??


Sorki, mam nocki w pracy więc kontakt ze mną jest utrudniony.
Do cięciw (łuków) używaliśmy dakronu, nylonu, nici jedwabnych, oczywiście bawełny (łatwo dostępna) i trochę "wynalazków" typu nici do szycia żagli. Nawijaliśmy cięciwy w różny sposób (np ze splotami) i w różny sposób były skręcane. Następnie były testowane na jednym łuku, przy tej samej długości strzały. Następnie strzelaliśmy przez chromo akustyczne.

Co do materiałów na Twoją "kuszę" - polecam albo gumy do procy, albo gumy używane przy pobieraniu krwi (takie okrągłe rurki) - dawniej otrzymywano je z cewników medycznych.

Co do konstrukcji, polecał bym zrobienie "procy z kolbą i spustem". Na kulki. To rozwiąże problem prawny (ewentualny) i bez żadnych zbędnych ramion - żeby ci arbaleta nie wyszła

ps. o kleju wspomniałem, bo jak do łuku drewnianego założysz cięciwę która nie jest odpowiednio elastyczna (np. kewlar) to ramiona po prostu popękają (rozwarstwią się np) .
Z czego strzelasz kusza sportowa, karabinek sportowy, strzelba, rewolwer
Pytam z ciekawości

Nie ważne czy kobieta czy męźczyzna, liczy się talent i zamiłowanie
Interesuję bronią, ale raczej są to nowoczesne albo bardzo nowoczesne konstrukcje, a dokładniej "produkty" Heckler & Koch'a.

A postrzelać na strzelnicy dla przyjemności - też lubię
Jestem jednym z wielu miłośników broni pneumatycznej, posiadaczem jednej wiatrówki sprężynowej, ostatnio ogarniętym ""amokiem"" wykonania własnoręcznie dobrej, celnej i pięknej wiatrówki. Temat ten siedzi we mnie od dłuższego czasu, jednak ostatnio przestał się mieścić tylko w sferze marzeń i zawładnął mną bez reszty. Niestety brak mi doświadczeń w tej materii, dotychczas w młodości wykonałem kilka proc, kiepski łuk, jakiś tam samopał oraz zacząłem i nie skończyłem kuszę. Koniec doświadczeń
Nadeszła jednak pora aby pokazać się z lepszej strony i zrobić swoją piękną, celną , wymarzoną wiatrówkę. Moja wiedza o sprzęcie jest zdobywana od kolegów, którzy wypowiadają się między innymi na tej stronie. Jeżeli znajdzie się jeszcze ktoś, kto jest zainteresowany wykonaniem własnoręcznie wiatrówki a może już ją wykonał niech się ujawni i podzieli swoimi doświadczeniami, umiejętnościami, może możliwością wykonania pewnych detali do których są potrzebne tokarka i frezarka. Ja na dziś mogę wykonać łoże według waszych pomysłów, rzeźbię w drewnie i jego obróbka nie jest mi obca a wręcz sprawia mi przyjemność.
Myślę że jeśli dobrze się zabierzemy do sprawy, to na wiosnę będziemy się mogli spotkać i pochwalić swoimi dokonaniami. Widzę to w ten sposób : Spotkajmy się wiosną lub z początkiem lata w wybranym miejscu na strzelanie z posiadanego sprzętu i na pokaz i test naszych "wynalazków", niech koledzy ocenią co się nam udało wykonać. Już się cieszę na takie spotkanie i na poznanie innych miłośników wiatrowego szaleństwa. Pozdrawiam i rzucam wyzwanie A.Z.
Cześć bardzo sie raduje, że znalazłem po tak długich poszukiwaniach kogoś kto sam zrobił wiatrówkę, nie jestem doświadczonym konstruktorem :cry: za sobą też mam pare nieudanych konstrukcji samopałów, łuków, kusz itp. Moim marzeniem jest wiatrówka ale nie stac mie na nią no wicie nie mam swoich dochodów. Prosił bym waś moi mistrzowie :D o kilka porad, z kąd wziąc lufe, jak wykonac replike no SWD albo innego karabinku znajperskiego i jak działa zamek "mausera" we wiatrówkach, prosił bym równiez o jakieś szkice na maila, był bym bardzo wdzieczny za pomoc :lol:
Panie Andrzeju HELLP :)
z góry dziękuje Łukasz
Powalający drzwi kopniak skwitował całą wypowiedź goga. Oto karczmarz w pełni najwyraźniej rozumiejąc zagrożenie płynące z mocy goga prawą nogą uczynił w drzwiach dziurę, która znacznie uszkadzała ich konstrukcję. Poza tym otworzył je na oścież, a zanim zdążyły wrócić on już stał w prześwicie. Jego ręka wciąż szukała czegoś natrętnie pod kontuarem. Oczy miał szalone, pełnie gniewu i strachu. Jego ciało przepełnione było pewnie krytyczną ilością adrenaliny.
- Wypierdalaj, rozumiesz!? Nikt Cię tu do cholery nie zapraszał kurwi synu! Masz 5 minut żeby zebrać swoje rzeczy i stąd wyjść! I ciesz się, że aż taką łaskę Ci darowałem! - jęknął czy krzyknął karczmarz. Trudno było ustalić ton jego głosu, zwłaszcza, że ciągle mieszały się w nim - Zostaw ten badyl! - krzyknął nim gog zdołał chwycić swą różdżkę. Rozumiał najprawdopodobniej jej potęgę i wolał aby jednak spoczywała ona tam gdzie teraz. Blizny najwyraźniej miały pokrycie w doświadczeniu. Płomyczek nie zrobił na nim jednak widocznego wrażenia. - Podpalałeś kiedyś cokolwiek idioto?! - zawołał jeszcze bardziej podgrzewając atmosferę a jednocześnie dobywając spod kontuaru kuszę, w której gog poznał lekką. Mimo, że broń ta nie była jakoś specjalnie zabójcza to z tej odległości z dobrym bełtem pewnie i przeszyłby maga. Obaj w rękach mieli zaiste śmiertelne bronie.
Proste. Zaraz napiszę posta o tym, jak przejechałem 20 metrów na czele kawalerii. Potem jeszcze ze trzy i już będę w połowie drogi



Nom. A ja mogę np. dokładnie i ze szczegółami, przez 3 posty opisywać konstrukcje i zasadę działania maszynerii do szybkiego przeładowywania kuszy, której Danyell przygląda się czekając na odpowiedz Lorifarna.

A tak poza tematem to KDoM, czy Ty przypadkiem nie powinieneś posta do sesji napisać zanim K wróci? Chyba nie chcesz żeby Cię zdegradowano? Do roli pocisku do katapulty na przykład.
Na podstawie Dusburga można stwierdzić, że używali czegoś w rodzaju wież oblężniczych i machin miotających, prawdopodobnie trebuszy. Ponadto z tego co słyszałem to wykopaliska w Sądytach ujawniły coś w rodzaju bardzo dużej kuszy murowej. Nie wiem jednak, co takiego znaleziono - czy były to groty czy też resztki mechanizmu spustowego. Wydaje mi się też, że wydatowano to na czasy przedkrzyżackie, bo to odkrycie archeologów mocno zafrapowało - takich konstrukcji u Prusów nie powinno być . Ktoś wie co znaleziono?
Kusza po rzymsku. Tyle, że później sze kusze były i prostsze w konstrukcji, zgrabniejsze do targania i efektywniejsze, jak tuszę. Nie wiem czy jest sens taki archaik wstawiać do systemu.



Nie - ja tylko tak poglądowo ją pokazuję - ma fajną stylistykę, w Kryształach Czasu przerobiłem cheirobalistrę na ręczną wersję balisty, taki odpowiedni bazuki No, ale Cień to nie KC

A widziałeś kuszę Czu-ko-nu?
Musi pewnie mieć prostacką konstrukcję, bez metalowych elementów, których standardowa kusza ma niemało. Pewnie też drzewo jest byle jakie. Stąd ta cena...

Wyposażenie 10 osobowego regimentu : 4000 zł

Zakup amunicji do nich: 1000 zł

Koszt transportu oddziału: 200 zł

Zabawa na Jasnej Górze w tłumie pielgrzymów: BEZCENNE

Za resztę zapłacisz kartą $atanCard



Wyposażenie laboratorium: 500.000 zł

Opłacenie zespołu: 200.000 zł

Zdobycie zjadliwego szczepu Clostridium botulinum: 50.000

Rozpylenie toksyny botulinowej nad Toruniem: bezcenne
Podchodzisz do nieprzytomnego płetwiarza. Z jego ramienia tryska krew. Biedak i tam uszkodził sobie poważnie głowę i zapadł nawet w śpiączkę. Dobywasz samoróbkę i nawet nie celujesz. Tylko ustawiasz broń tam gdzie jest głowa. Zamykasz oczy.
Łąka, pełna kwiatów.
Cisza i radość.
Cyngiel. Strzał. Rozbryzg. Nie chcesz na to patrzeć. Za dużo krwi, za dużo umarłych, za dużo alkoholu.
Podchodzisz do Bruna. Koli się i wykazuje poważne symptomy choroby sierocej. Objął kolana rękoma i cicho płacze.
- Ja chce do domu.... Ja chce do domu.
Na piwie i miłej gadce się nie skończy.
Tak.....
Masz wiele pytań ale także i odpowiedzi. Te dokumenty może ci jej udzielą.
Wyrywasz z gorącej jeszcze ręki mała kuszę. Widać na niej liczne ślady napraw i konserwacji. Jest napięta. Podnosisz jeszcze nóż którym ten dziwak kazał kroić swojego przyjaciela.
Ciekawa konstrukcja. Blacha i kamień. Ostrze jest wygięte w kształcie nieśmiałego, ale pełnego uśmiechu. Podobne zakrzywienie ostrza widziałeś w szabli.
Przyznam, że śledzę tą dyskusję z dużym zainteresowaniem. Pojawia się kilka pytań; Jak będą wykorzystywane nasze Block52+ gdy pozyskamy i zintegrujemy cały system. F-16 kuszą swoją wielozadaniowością (jeden typ maszyny pozwoli wykonywać wiele zadań jakie stoją przed naszymi siłami powietrznymi). Czy jednak będą wykorzystywane poza granicami RP? Czy zabawki typu JDAM lub JSOW zostana użyte bojowo w takim, powiedzmy, Afganistanie? Czy też F-16 będą tylko patrolować naszą przestrzeń powietrzną ?Z jednej strony mamy potencjał danej konstrukcji z drugiej pytania o jej rzeczywiste wykorzystanie.
Ciekawym wydaje się pytanie o kształt polskiego lotnictwa za kilkanaście lat. Czy bedzie promowane wprowadzenie jednego typu samolotu wielozadaniowego, czy też zostanie wybrana tańsza opcja; Stosunkowo niedrogi system obrony własnej przestrzeni powietrznej oraz bardziej wyrafinowany komponent "szturmowo-wielozadaniowy" Czy wejdziemy w program JSF, co zresztą wydaje się atrakcyjne części decydentów, czy też zwrócimy się w kierunku tańszych rozwiązań europejskich?
W dyskusji pojawiła się jedna ważna kwestia. Wybór nowego systemu to nie tylko porównanie parametrów, to przedewszystkim decyzja polityczna, która może determinować rozwój lotnictwa przez lata.
Kuba Link-Lenczowski
1
Co do Brytyjczykow, to Powstancy nie bardzo wiazali z nimi jakies wieksze nadzieje.


Zależy kto i kiedy. Przecież dowództwo AK początkowo mówiło nawet o tym aby polscy piloci wylądowali na lotniskach warszawskich, skąd mieli by atakować pozycje niemieckie. Myślano nawet o tym, żeby powstańców wsparła 1 SBS (było tobardzo nierealne). Ja jednak chciałbym wiedzieć co Wy sądzicie na temat samej sensowności zrzutów nad Warszawę. Czy to mogło (przy celnych zrzutach, czyli, ze powstańcy dostawali by większość sprzętu ze zrzutów) spowodować, iż powstanie potoczyłoby się inacej, może Niemcy byliby zmuszeni wycofać się. A może było to tylko sztuczne przedłużanie życia, swoisty respirator dla walczącego miasta. Co do broni używanej przez powstańców to wspomnę moż etylko, ze Sten produkowany przez Ak jest do dzisiaj przez wiele osób uważany za o wiele lepszy od pierwowzoru. Poza tym mozna wspomnieć o : filipinkach, sidolówkach, Błyskawicach, miotaczach płomieni produkowanych w warszacie Antoniego Więckowskiego przy Senatorskiej, granatnikach-moździerzach konstrukcji inżyniera Łopuskiego, kuszach, katapultach no i oczywiście o broni ze zrzutów i tej zdobytej na Niemcach.
Gantolandon--> Z kuszy to Ty chyba nie postrzelasz ;]

Bielon napisaÂł:
Pechowi nie byÂło koĂąca. ÂŁuki, kusze, wszelkie tego typu konstrukcje miotajÂące opieraÂły swojÂą zdolnoœÌ zabijania przeciwnika na ciĂŞciwach. Tym zaÂś woda hmmm oglĂŞdnie mówiÂąc nie sÂłuÂżyÂła. Wszyscy z was, którzy miĂŞli tego typu broĂą ze smutkiem spoglÂądali na rozmokniĂŞte ciĂŞciwy. CóÂż, na razie moÂżna nimi byÂło .... miotaĂŚ. Podobnie jak krzesÂłem, kamieniem lub czymkolwiek pod rĂŞkÂą. Do strzaÂłów w swoim obecnym stanie nadawaÂły siĂŞ co najmniej miernie...
Pechowi nie było końca. Łuki, kusze, wszelkie tego typu konstrukcje miotające opierały swoją zdolność zabijania przeciwnika na cięciwach. Tym zaś woda hmmm oględnie mówiąc nie służyła. Wszyscy z was, którzy mięli tego typu broń ze smutkiem spoglądali na rozmoknięte cięciwy. Cóż, na razie można nimi było .... miotać. Podobnie jak krzesłem, kamieniem lub czymkolwiek pod ręką. Do strzałów w swoim obecnym stanie nadawały się co najmniej miernie...

Bestie coś ustalały między sobą a powarkiwaniom końca nie było. Wreszcie jedna z nich powstała na górze klifu i ryknęła rozdzierająco w przestrzeń bijąc się pięściami po włochatej klatcie. Był to bardzo wymowny i sugestywny gest. Pozostałe powarkiwały i chrząkały nie dając po sobie znaku czy słowa wypowiedziane do nich zostały zrozumiane.

Osiłek o twarzy nie skażonej trudem myślenia wypełzł ostatecznie na żwirowo kamienną plażę i jął kiwać się w przód i tył siedząc na brzegu. Jeśli myślał, to skrzętnie to ukrywał.
Czy uważacie że mógłby istnieć krasnoludzki łucznik? ( coś w stylu drewnianej stopy z Thorgala)



Czemu nie, w końcu na pewno krasnolud wykazałby sie cierpliwoscią konieczną do zdobycia mistrzowskiej wprawy w strzelaniu z łuku, jednak, cóż, z cała pewnośćią nie mógłby używać długich łuków, przez co traciłby korzyści wynikające z nośności i mocy. Z drugiej strony można się spodziewać, że techniczne zdolności pozwolą im opracować jakiś kompozyt zwiększajacy siłę lub inną konstrukcję, np. łuk podwójny (taki, jakich używają na Wschodzie )

Jednak generalnie rzecz biorąc, KUSZA jest bardziej 'krasnoludzka' ...
Ok, to currentgen.

Siedem wad Sixaxisa.
1. wypukłe spusty (powtarzam to nie wiem który raz - w czternastym wieku wynaleziono kusze i już wtedy zauważono, że spust ma być wklęsły, żeby palec się go trzymał)
2. synchronizowanie kablem (pasgenowy experience)
3. wypukłe, luźne gałki
4. tandetne, gumowe play i stop
5. oznaczenie numeru pada od niewidocznej strony
6. brak wibry
7. czujniki ruchu na tyle precyzyjne, że pozwalają najwyżej zasymulować walnięcie kolbą

Trzy zalety Sixaxisa
1. doskonały krzyżak
2. konstrukcja, którą zna każdy sonyboy
3. bardzo lekkie toto

Jak dla mnie to strasznie marna konstrukcja.
1. wypukłe spusty (powtarzam to nie wiem który raz - w czternastym wieku wynaleziono kusze i już wtedy zauważono, że spust ma być wklęsły, żeby palec się go trzymał)
2. synchronizowanie kablem (pasgenowy experience)
3. wypukłe, luźne gałki
4. tandetne, gumowe play i stop
5. oznaczenie numeru pada od niewidocznej strony

True.
6. brak wibry

Ryan, toz kazdy Sonboy Ci powie jak bez wibracji jest lepiej
7. czujniki ruchu na tyle precyzyjne, że pozwalają najwyżej zasymulować walnięcie kolbą

Tak to jest jak nieudacznicy z Sony kradna pomysly.
Trzy zalety Sixaxisa
1. doskonały krzyżak
2. konstrukcja, którą zna każdy sonyboy

True.
3. bardzo lekkie toto

I jak wejdzie wersja z wibracja to bedzie juz (prawie) najciezszym.
Jak dla mnie to strasznie marna konstrukcja.

Jak cale PS3
Hmm z tym zakończeniem w kształcie szpicy to bym uważał. Szpada też jest zakończona a płyty nie przebije .
To że coś przebije pancerz to trochę bardziej skomplikowane.
Kusza, broń palna, nadziaki, kopia oczywiście że przebijają zbroję bo po to zostały stworzone.
Zdolność przebijania w większym stopniu zależy od siły i konstrukcji niż samej konstrukcji.
W moich autorskich zmianach. Jest tak iż SE została zwiększona odrobinkę ale bronie w/w otrzymały zdolność "zdejmowania" nie 1 czy dwóch ale 2 i 4 Ppanc.
W przypadku spluwy nie ma różnicy czy masz kolczugę czy nie - oberwiesz tak samo (w uproszczeniu).
[quote]
Przez lata dominował wśród jachtów najtańszych w czarterze, produkowany
niegdyś masowo "Carter30" - dobra i sprawdzona konstrukcja, aczkolwiek
ciut dzisiaj leciwa i z wnętrzem mało wygodnym. Znaczy w 4 osoby - no
problem, w 5 - robi si mocno ciasno. Do czarterów proponowano Cartera30
na 6 osób...
Teraz powolutku Cartery zastępowane są wygodniejszymi "Bavariami",
"Slottami" czy "Delphiami".
Są droższe w czarterze, ale łatwiej znajdują klientów.
[/quote]
Ja osobiście co roku biorę Cartera 30 (na sześć osób) i dwutygodniowe rejsy bez
spięć nam się udaje robić. Raz nawet odpuściliśmy ŚP Cartera bo miał rejestrację
na 5 osób. natomiast silnik i wyposażenie oczywiście odgrywa istotną rolę.
dodam jeszcze, że nie jesteśmy masochistami lubiącymi duże zagęszczenie na metr
kwadratowy i jeszcze dodam, że gdybym miał wybierać pomiędzy Carterem30, a
Bavarią ZAWSZE wybiorę Cartera, nawet gdyby był nieco droższy
No ale pewnie nie jestem miarodajną grupą reprezentatywną do takich badań ;)
pozdrawiam
Michał "Kusza" Kuszewski

--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl

Gdyby nie opór powietrza pocisk by leciał w ogólności po paraboli.
Jednak w rzeczywistości pocisk w końcowej fazie lotu znacznie szybciej
opada niż wynikałoby to z takiego prostego rachunku.



no tak - leci po krzywej balistycznej.

Opór powietrza dla małych prędkości jest proporcjonalny do prędkości a
dla dużych do kwadratu prędkości. I jest to dość znaczący efekt, który
musi być uwzględniany w artylerii. Sądzę że przy strzelaniu z pistoletu
snajperskiego na odległości rzędu 3-10km również.



musi byc uwzgledniany, ale na taka odleglosc ze snajperki sie nie
strzela :) Maksymalny zasieg nowych konstrukcji np M-107 to 2 km.

Pewnie w nowych grach jak np. wspomniany już Doom3 i jego pochodne
(korzystające z tego samego silnika fizycznego) przy pociskach
poruszających się wolno (np. strzała z kuszy ) uwzględniają nawet
grawitację. Jednak jak widać aby zasymulować *brak* efektu żyroskopowego
to programiści w grach się muszą postarać sam efekt żyroskopowy to się
łatwo symuluje tj. nie robi się nic i zakłada, że efekt żyroskopowy
całkowicie niweluje wpływ powietrza na tor pocisku.



jak to niweluje?? to powietrze zakreca pocisk "na bok" ?? efekt
zyroskopowy powoduje tez, ze pociski artyleryjske nieco zbaczaja na
bok.(w fazie spadania leca prawie rownolegle do swojego pierwotnego toru
ale przesuniete w bok o jakas odleglosc, chodzi mi wlasnie o rzad
wielkosci tej odlaglosci i czy jest to zauwazalne w przypadku gdy tor
pocisku jest prawie plaski - jak w snajperce)

Mateusz Lacki

Witam.

Z uwagi na staż i spore rachunki w Idei mam możliwość wymiany
dotychczasowej Nokii 6210 na coś nowego. Przymierzam się do Nokii 9210
(prowadzę firmę). Jednak przeglądając ofertę obecnych aparatów
zauważyłem, że
ta maszynka sporo odstaje od innych, nawet dużo tańszych konstrukcji, w
możliwościach. Oczywiście nie myślę tu o funkcjach specyficznych dla
palmtopów... Weźmy na przykład brak tej literki "i", czyli Javy, i
odcięcie od szybko się rozwijającego rynku middletów. Albo brak GPRS, co
znacznie podnosi koszty korzystania z Internetu. A także powolny
transfer danych PC==Communicator (kartę wymieniłbym powiedzmy na 128
MB), co stawia chyba pod znakiem zapytania dajmy na to sensowność
przenoszenia danych/programów serwisowych (potrzebnych mi przy pracy w
oddziałach) w pamięci urządzenia, bądź możliwość komfortowego ładowania
plików mp3 do odsłuchu. Zresztą prawdopodobnie wymaga to także
instalacji jakichś
(zapewne mało kompatybilnych znając Nokię) sterowników na docelowych PC.
Poza tym konkurencją sa zdaje się palmtopy, które da się wykorzystywać
do pracy, a wtedy do odbierania telefonów zamiast ciężkiej N9210
wystarczyłby mi jakiś prosty telefon...

Reasumując, podpowiedzcie mi, czy warto jeszcze inwestować w ten
telefon? Czy może wziąć ten, lub inny aparat (6310, SL45) i wymienić na
giełdzie za dopłatą na 9210i, zupełnie inny rozbudowany aparat z
prywatnego importu, bądź na jakiegoś palmtopa bez/z GPRS (są takie...?).
Chciałbym po prostu, aby ktoś mi doradził: albo kupić i nie rozpakowując
wymienić na coś lepszego, albo jednak rozpakować i... być happy? ;-)

P.S. Kuszą mnie jeszcze zupełnie nowe funkcje, jakie daje np. N7650
(zdjęcia), ale nie ma jej w ofercie Idei, niestety...

P.P.S. Czy oprogramowanie w 9210i zapewnia znacząco lepszą zgodność z
dokumentami pakietu Office? A jakie zalety wykazuje nowy system EPOC w
porównaniu do dotychczasowego modelu? Czy jest to znacząca różnica in
plus?

P.P.P.S. Kiedyś była AFAIR polskojęzyczna strona o Communicatorze. Teraz
jest co prawda polecana http://www.my-communicator.com/, ale nie widzę
tam żadnych polskich akcentów? Grupy dyskusyjne i giełda też
angielskojęzyczne, niestety...

I na koniec przepraszam za ten zalew pytań, no ale po angielsku to ja
sobie tam nie pogadam ;-).
M.

dokładnie chociażby sie miala najcudowniejszych rodziców trzeba mieszkać u siebie
ludzka natura jest tak dziwnej konstrukcji, że lubimy rzadzić na swoim
panele jasne chyba kupiem bo mówią ze mniej widać kusz-)
Powiem tak:
kusza jest strasznie smiercionośna bronią - celujesz jak z karabinu, a bełt z kuszy (oczywiście takiej o naciągu sensownym - czytaj: jakieś 70-80 kg) przebija miękkie kamizelki kuloodporne bez większych trudności (ma inna balistyke i jest ciezszy niz malutki pocisk).
oczywiście kusza jest BARDZO POWOLNA w porównaniu nawet do karabinu z zamkiem czterotaktowym... strzał z kuszy ręczne 9napinanej przy uzyciu dwóch rak i stopy wkładanej w strzemionko trwa co najmniej 15 sekund (kładziesz kusze stopka na ziemi, wsuwasz stope, schylasz sie, chwytasz cieciwe, ciagniesz do góy aż "zaskoczy" unosisz bron (wyjawszy stope wczesniej :D) kladziesz bełcik, celujesz, oddajesz strzał...
Strasznie długo... a przy mechanizmach korbowych czy lewarowych trwa to jeszcze dluzej. Co do kusz "automatycznych;' nic nie wiem bo nie strzelalem z takowych, ale proces jest pewnie troche szybszy (tylko przy takiej kuszy o konstrukcji a'la pompka to naciag kuszy nie moze byc zbyt duzy - 70 kg odpada :D)
Powiem tak - kusza jest dobra jako bron CICHA, przedewszystkim dla zabójców, zwiadowców - generalnie tam, gdzie nie masz zamiaru zatrzymywac kilku przeciwnikow ogniem - wtedy szybkostrzelnosc broni palnej jest niezbędna.

Co do pobrazeń... bełt z kuszy przebija tkanki (nie przecina) jest duzy i ciezki, potrafi zrobic spustoszenie, choć nie ma takich cech, jak kanał chwilowy rany (który wbrew pozorom ma znaczenie tylko przy tafieniach w niektóre narzady, wiec nie przeceniajmy jego wagi). Bełt z kuszy jest ciezki i może przwrócić trafionego (pocisk raczej nie - chyba ze trafi w uklad nerwowy, albo ranny przwroci sie tracac przytomnosc - co w praktyce rzadko sie zdarza przy pojedynczym postrzale).

Co tam jeszcze... bełcik raczej sie nie rozprysnie i nie pofragmentuje w ranie, ale moze zadac dodatkowe rany przy wyciaganiu. Aha jeszcze jedno - czlowiek z beltem w klacie mało krwawi (tutaj wada wstosunku do pocisku z broni palnej) bo belt w sporym stopniu tamuje krwawienie.
Witam.

To i ja sobie powspominam , pierwszą wiatrówkę dostałem od dziadka gdy miałem 10 lat (mieszkałem na wiosce z dziadkami więc to było możliwe) jedyny Milicjant jaki tam był to miał swój Posterunek prawie 12 km od wioski w której mieszkałem i nie często u nas bywał.Zresztą jak już był , to i tak był pijany i nie rozróżniał strzelby dziadka od mojej Wiatrówki. :D . Ale to nie była moja pierwsza przygoda ze strzelaniem. Nie licząc proc , łuków , kusz itp. miotaczy przeróżnych konstrukcji.
Wraz z kolegami zrobiliśmy ( strzelbę ) nabijana była jak prawdziwa (łamała się i miała zamek z kurkiem , jedną lufę) i strzeliła śrutem - celowo napisałem "strzeliła" bo oddaliśmy z niej tylko jeden strzał. Po zrobieniu całej konstrukcji nie było chętnego do wykonania pierwszego strzału , więc przywiązaliśmy ją do płotu na ogrodzie u kolegi , żeby zmierzyć efekt ( TEST ) wystrzału, wycelowaliśmy w wychodek sąsiada (dla niewtajeminiczonych tłumaczę , że wychodek to taki dawny , WC) podobny do Budki TPSA . W czasie ceremonji mocowania strzelby w płocie wszyscy byliśmy tak tym zajęci , że nikt nie zauważył jak do WC wszedł sąsiad. Potem wszystko już było szybko , strzelba nabita , sznurek do spustu , bezpieczna odległość i BACH jakie było nasze potem zdziwienie , jak z WC wyskoczył sąsiad z portkami na kostkach , krzycząc i wrzeszcąc , że nam nogi powyrywa z du..y. No więc w tym wieku to ogrodzenia działek dzielące nas od lasu przeskoczyliśmy górą .W niecałe kilka chwil byliśmy w lesie zaszyci w naszych kryjówkach, mineło 2 dni zanim wróciliśmy do naszych domów. Po dwóch przespanych nocach na ambonach myśliwskich w lesie (było lato wiec tylko nad ranem było nieco chłodno) , ale co tam w porównaniu z myślą o laniu du...ka jakie nas czekało po powrocie do domu ( wyjaśniam , że wtedy nie było Niebieskiej Lini ) tylko szeroki skórzany pas. To zdarzenie przyczyniło się właśnie do tego , że dostałem swoją Wiatrówkę , zawsze lepsza wiatrówka jak kalectwo własne lub kolegów ( w czasie experymentów ) stwierdził dziadek ( jak ochłonoł po wydarzeniach i skończył moją terapię wspomnianym pasem skórzanym ).Radość z posiadania swojej pierwszej broni pozwoliła zapomnieć o siniakach na pupie i zabawa się dopiero zaczynała od nowa . Ja mojemu Synowi nie mogłem dać Wiatrówki ,bo to było nielegalne , ale myślę , że on da swojemu Synowi , jak tego nie zrobi - to dziadek naprawi ten błąd ha ha ha .

pozdrawiam
VALDI.
Może ktos z kolegów interesuje się ta tematyką?
Szukam profesjonalnej strony ze schematami i opisami konstrukcji kuszy.
8)
Ja to widze tak
Przyrządy spustowe kusz są dosyć rozmaite, od najprostszych do bar-dziej skomplikowanych. Najwcześniejsze i najprymitywniejsze kusze znane na północy i rozpowszechnione w zachodniej Europie, a także na Rusi do XII w., wykonane były całkowicie z drewna z łukiem cisowym, później i rogowym. Cięciwa, zaczepiona o karb wycięty w łożu, spadała, gdy wypychał ją cylindryczny czop wychodzący do góry przez otwór czopowy pod wpływem docisku do kolby prostej dźwigni drewnianej. Ten rodzaj kuszy z czopowym zamkiem zanikł i pojawiła się kusza o nowej konstrukcji z najbardziej rozpowszechnionym przyrządem spustowym, tj. orzechem. Orzech wykonany z kości lub rogu posiadał dwa karby z dwóch przeciwnych stron. Umieszczano go w otworze łoża w miejscu osiąganym przez cięciwę przy największym napięciu łuku. W najdawniejszych kuszach orzech poruszał się swobodnie i nie był umocowany na osi. Od połowy XV w. przewlekano przez otwór w orzechu sznur, przepuszczano go przez otworki w łożu i pod nim zawiązywano. Czasem orzech obracał się na metalowej ośce. Cięciwa napięta bywała zaczepiona o górny karb orzecha wystającego nieco ponad łoże. Koniec dźwigni spustowej umieszczony wewnątrz łoża a wchodzący w drugi karb orzecha unieruchamiał go. Przy naciśnięciu dźwigni orzech pod naciskiem cięciwy obracał się, powodując zwolnienie cięciwy i oddanie strzału.
W XVI w. obok orzecha zastosowano również urządzenie z metalu w formie wygiętego hakowato, spłaszczonego chwytaka zatrzymującego cięciwę napiętą w rowku kolby. Przez nacisk dźwigni lub języczka spustowego chwytak, odchylając się do góry, zwalniał cięciwę. W późniejszych latach zastosowano bezpieczniki zapobiegające nieostrożnemu oddaniu strzału, jak również i przyspieszniki umożliwiające szybkie strzelanie.
Mechanizmy spustowe z biegiem czasu stały się znacznie ulepszone i o budowie bardziej skomplikowanej.
Odniose sie ze statystykami do innego systemu (WFB) ale opartego na identycznych zasadach.

Czlowiek
M(ovement) 3 - moez ruszyc sie o 3 cale, maszerowac na 6 cali lub zaszarzowac na 6 cali.
WS(weapon skill) 3 - oznacza jak skuteczny jest w walce. Tabelka jest prosta jak konstrukcja cepa - WS3 przeciwko WS3 to 50% szans na trafienie - rzut k6 i wyniki 4,5,6 (w zunifikowanym zapisie 4+)
BS(balistic skill) 3 - oznacza ze w normalnym zasiegu (do polowy zasiegu maksymalnego broni) trafia na 4+ ( BS4 to 3+; BS2 to 5+)
S(trenght) 3 - oznacza jak skuteczny jest w walce po tym jak juz w cos trafi. Sile porownuje sie z wytrzymaloscia (Toughness) na takich samych zasadach jak wszystko inne - czyli S3 na T3 to 4+ na zranienie
T(oughness) - jak ciezki jest do zranienia
A(ttacks) 1 - ile razy moze zaatakowac w pojedynczej rundzie walki. Standardowo wszystkie zwykle modele maja 1A
Ld (Leadership) 7 - okresla jak wytrzymaly psychicznie jest oddzial - ta ceche testuje sie po krwawych stratach od ostrzalu, w walce z przeciwnikiem budzacym strach (fear) czy jezeli oddzial przegral walke wrecz. Testuje sie zawsze 2k6 przeciwko wartosci cech (+/- ew. modyfikatory). Standardowa wartosc to 7; 8 to dobre; 9 znakomite. Nie jest mi znany w WFB model ludzki z Ld 10 (poza bohaterami specjalnymi).

Cala walka rozgrywana jest z pomoca miarki calowej. To nia sie mierzy, czy oddzial jest w zasiegu ognia; czy trafil z szarza (zasady mowia, ze najpier sie deklaruje szarze a potem dopiero sie sprawdza czy nie za daleko. Po roku grania czlowiek sobie calowke w oku wyrabia). Kazda bron dystansowa ma zasieg w calach (dlugi luk 30; kusza 30; krotki luk 16; muszkiet 24), kazda jednostka ma wartosc M ktora okresla jej mozliwosci manewrowe na polu bitwy. (ciezka kawaleria np. ma M7, podczas gdy lekka elficka moze miec 9)

Generalnie mechanika Warhammerowa nalezy do prostych jak konstrukcja cepa i jest bardzo intuicyjna. Wada automatycznie jest przecietny realizm, chociaz generalnie wyniki walki sa przewidywalne; tj. ciezka kawaleria rozjedzie piechote imperialna, ale od krasnoludow juz ma szanse sie odbic.

POwtorze: wszystko co powyzej to mechanika WFB ale mechanika WAB jest taka sama. Mam nadzieje ze nie zakrecilem

A co do figurek - z calej kolekcji zostal mi w POlsce tylko ogr. Ale jaki piekny kiedys wkleje zdjecia.

Mięśnie są po to abym mógł tworzyć narzędzia zniszczenia

Technokraci to najczęściej krasnoludy, gobliny lub gnomy. Mimo potencjału siły lub zręczności wybrały one technikę, posługują się tym co same zbudują, jedyne co nie jest ich produkcji to surowce, ale też nie zawsze, często sami wydobywają bądź tworzą nowe materiały, technokraci brzydzą się magią, i wstydzą się , tych którzy używają magii ,ponieważ uważają czary jako zabawę i prymitywną energię, którą władają nieuki bądź mądrale którzy nie potrafią nic sami zrobić. Aby zostać technokratą, nie wystarczy zrobić sobie zbroję, jakąś kuszę która sama się napina czy inną maszynę, technokraci często mają schizofrenię, ponieważ spędzają zbyt długo czasu w laboratorium, lub w warsztacie. Oczywiście technokrata nie jest tylko chory psychicznie, potrafi on obrabiać adamantium jest swego rodzaju fenomenem wśród istot żywych, bo jak głosi legenda potrafią to tylko bogowie, gdyż adamantium w niewprawnych rękach pęka przy obróbce, umiejętność tą można uznać za magię, ale technokraci nazywają ją darem bogów. Oczywiście nieostrożny robotnik chcący zostać technokratą, podczas samotnej podróży wśród liczb i śrub, może zginąć z wycieńczenia. Owszem technokraci potrafią zbudować maszyny wszelakiej maści, ale boją się tego że społeczeństwo wykorzysta je w niewłaściwy sposób, więc często niszczą swoje projekty w trosce o wszystkich, dlatego przyczyniają się mniej do rozwoju nauki niż zwykli inżynierowie...

Umiejętności:
Obróbka adamantium
-zwykły- Prosta konstrukcja jednoczęściowa,
-Uczony-Miecze i tarcze, bez zdobień
-Twórca- Miecze, tarcze i proste zbroje, miecze oraz tarczę, mogą być zdobione
-Mistrz- Wyroby mistrzów cechują finezyjne zdobienia, praktycznie potrafią wykonać z adamantium wszystko

Wymagania: Tydzień czasu realnego w warsztacie lub laboratorium, robotnik i 1000pr
Niestety nie mam żadnego lepszego ludzika. Nie licząc space, i technica (i JEDNEGO domku z serii castle) nie mam nic, więc musiałem improwizować. Kusza jest z kuszą, bo nie mam karabinów... ale ostatecznie, skoro główne działo jest bezprochowe, to broń ręczna też może być (Chociaż, jako że spodobało mi się budowanie takich rzeczy, chyba napiszę ogłoszenie na Giełdzie na parę drobiazgów z adventurers...).
Skrzynia musi gdzieś być, i zwyczajnie nie miałem żadnego wyboru. Z tyłu nie da się przedłużyć podwozia, po lewej stronie ludzika niby jest miejsce ale chciałem żeby mógł zrobić przynajmniej krok w tę czy wewtę (no i dostać się do działa)... pozostaje jeszcze podest z przodu, ale przerabiałem to już i wyglądało średnio i nie pozwalało na strzelanie z działa całkiem poziomo. Kocioł większy...? hmz... teoretycznie moge wyskubać resztę felg z kół (btw, okazały się być klejone!)... ale taki mi się podoba i nie widzę potrzeby na większy ^^

Za to zwróciłeś uwagę na bardzo istotny problem: skład amunicji! Niestety na ten moment skład podąża za armatą na wozie, ewentualnie parę kulek wala się w zagłębieniach podestu.

Dzięki za bardzo konkretne sugestie - /me idzie zastanowić się nad strzelbami :D

BTW, jeszcze jedna ciekawostka - wczoraj zrobiłem całkiem niezamierzony test wytrzymałości konstrukcji. Kabel od słuchawek zawinął się na biurku, i jak gwałtowniej odwróciłem głowę poleciało w dół wszystko co było między kablem a krawędzią. Zegarek żyje, komórka rozczepiła się na obudowy, baterię, kartę i komórkę właściwą, sterta kostek do RPGa rozbiegła się po całym pokoju.... a mobilna armata zgubiła zawartość skrzyni, kierowcę i ogień z komina. Nie wiem jak to się stało że reszta wytrzymała, bo nie była planowana wytrzymałościowo - ot takie miłe zaskoczenie. Szkoda tylko że ognika nie udało mi się znaleść :/
Trup nieco mało miał czasu aby cokolwiek zrobić, więc barykada była raczej jedną z tych prowizorycznych. Szkielet w wyznaczonym mu czasie zdołał usypać dość znośną kupkę rzeczy niepotrzebnych poczynając od nóg stołów aż po jeden z połamanych blatów. Poza tym leżały tam krzesła, kufle, drewniana zastawa oraz cała masa zagarniętych tam drzazg. Trup najwidoczniej nie próżnował aczkolwiek odnośnie budowania barykad nie miał zbyt dużego doświadczenia. Cała ta konstrukcja nie sięgała wyżej jak do połowy drzwi co średnio rokowało na jej skuteczność. Zaleta całej tej konstrukcji byłą jedna. Gog miał mniej roboty przy drzwiach do pokoi. Po około pięciu minutach uwinął się przerzucając wszystko co niezbyt pomagało mu w przechodzeniu.
Worek, plecak, połamana kusza, pałka, nóż, drobne monety, lniany komplet ubrań, aksamitna koszula, skórzane podróżne spodnie. Kilka kopert, kartki wyglądające na listy, dość zawiły portret, suknia damska. Miski. Banda rozwścieczonych chłopów. BANDA ROZWŚCIECZONYCH CHŁOPÓW?! Akurat tego nie spodziewał się gog. Owszem zdziwił się gdy środkowy pokój okazał się urządzony jak dla wielkiej damy, a na łożu leżał takowej damy portret. Bardziej jednak niż to wszystko zdziwił się gdy w karczmie stanęła grupka dość skonfudowanych miłych panów z pochodniami i zazwyczaj jakimś przyżądem rolniczym, który bynajmniej nie do uprawiania roli miał teraz służyć.
- Hej! To demon jest! - orzekł nagle tępo prowodyr stojący z zarazem pochodnią jak i pokaźnymi widłami.
- Aaaa! - dodał do tego leżący wciąż pod szczątkami stołu chłop wystawiając ponad połamane drewno rękę z potwornie znieszktałconą dłonią. Gogowi przez myśl przeszło, że człek ten już nigdy nie będzie czarował choć w sumie nigdy pewnie sobie z tym dobrze nie radził.
Mag stał w drzwiach tocząc właśnie przez połamaną framugę największą z misek ze swojego dawnego pokoju.
No i znów się porobiło

1."Ehh mi się wydaje ze teraz on nie umie sie przyznac do bledu i idzie w zaparte... a ja takich ludzi nienawidze... no nienawidze poprstu "

strasznie się przejmuje twym brakiem sympatii do mnie, hehe <belt1> A do błędu przyznawać się nie zamierzam, gdyż błędu nie widzę, proste. A nienawidzieć się zaczyna, jak brakuje argumentów, hihi. I nie wiadomo, co powiedzieć, nieprawdaż? Dobra, nie ma sensu ciągnąć dyskusji z tobą, bo to bez sensu. <brawo1> dla tego Pana:)

2."TedBundy, Ty piszesz teksty ? dziennikarskie ?(jestes po studiach?) ,a kto Ci je poprawia ? Wybacz , ale juz kolejny raz Ci przypominam, iż zdania sie nie zaczyna od litery "A" i ta interpunkcja ! "

A ja ci z kolei z chęcią wyjaśnię, że w takim gatunku dziennikarskim jak felieton (voila! istnieje coś takiego!) panuje pełna dowolność stylu prezentacji wypowiedzi. A tu praktykuje sobie styl felietonowy i tyle:) Poza tym chyba we własnej wyobraźni widzisz u mnie błędy interpunkcyjne; gdyż ja ich nie dostrzegam, hehe.

3."Wiesz... nie dziwie sie dlaczego nie masz kobiety , ludzie Ci tu piszą wyraznie jakie masz problemy , a Ty koniecznie chcesz im udowodnic , ze racji nie mają .Cudów nie ma ! dla mnie to proste jak konstrukcja cepa ! jak ktos nie ma kobiety, to cos z nim jest nie tak . Mówienie zaś , ze wszystkie w koło sa nie warte Ciebie , albo Ciebie nie interesujace , sprowadza sie do tego samego co napisałem wczesniej .To nie problem jest obok Ciebie , to Ty sam jestes własnie problemem ! i musisz to zmienić "

Jak to Stalin powiedział -jest człowiek - jest problem. Nie ma człowieka, nie ma problemu:)
A ja nie zamierzam stąd zniknąć i posłucham jeszcze z chęcią, co macie do dodania na mój temat: salwa burtowa cytatem z Tuwima;
(..) chodzę, kręcę się, do zła kuszę..zakusy mam bolszewickie, sączę jad w młode dusze(..)

A nie mam, bo trafiałem do tej pory na same niezdecydowane , nie wiedzące czego chcą od życia. ja od dawna mam sprecyzowane plany i aspiracje. Da się zrobić, to nie jest zbyt trudne:)
Cya!
Co do toporów i młotów kawaleryjskich napisałem "tak mi sie wydawało" czytaj zrozumiałem za pierwszym podejściem

co do broni miotanych to uważam żezostawiając nóż do rzucania poniżej obrażeń miecza, i dodając pojedynczą siłę stracimy opcje oglądania nożowników którzy wychodzą ze swoją bronią i rzucając zabijają. bo nawet trafienie w głowę ( przy srednim dorzucie +5) nie zabija przeciętnego człowieka a to wedłóg mnie cos nie teges. A co do trafiania, to jesli mi powiesaz że bronią wyważoną do rzutu walczy się tak samo łatwo jak bronią wyważoną do walki to Cię wyśmieje, a co do minusów do rzucania bronią zwykłą to i tak to bedzie wyglądało tak samo czyli MG bedzie przydzielał minusy do trafienia (bo ciemno , bo w głowę itp) i zasada będzie i tak obecna tylko na papierze, a dodatkowo jeśli zrobisz tak żecała różnica bedzie w tym że bronią zwykłą ciężej się rzuca to po prostu wszyscy bedą mieli zrobioną broń wyważoną do rzucania tak na wzelki wypadek a przeciez minusów i tak niema
Mnożnik zasięgu został wprowadzony dlatego żeby ułatwić na szybko określenie odległości rzutu bronią, (czytaj żeby zasięg na który mozna rzucić daną broń nie zmieniał się z sesji na sesję) pouważamże siła powinna być podwójna ale tylko do jakiegoś określonego zasięgu czyli że jesteś w stanie rzucić broń na określony zasięg ale po przelcuniu jakiejś jego części broń wytraca część siły. i Uważam że birąc pod uwagę fakt że przeliczenia dokonuje się w momencie dostania broni i jest to obliczenie jednorazowe in nie będzie się powtarzać dwadzieścia razy na sesję to jest to rozwiązanie, zarazem proste jak i logiczne.
a nie będę zostawiał logice MG takich rzeczy bo równie dobrze moglibyśmy nie robić tabelki broni tylko zostawić to LOGICE MG skuza...

Co do przebijalności oszczepu to uważamże jako że grot ma zbliżoną konstrukcję do grotu włuczni powinien mieć zbliżoną przebijalność , która wywodzi się w dużej mierze właśnie z niego.

Trafienie liściem w walce wręcz jest trudniejsze bo masz tylko cieniutki ogonek , który Ci się ślizga, jest niewygodny i uniemożliwia pożądny chwyt.

Uważam że prtzebijalność korbacza jest mimo wszystko większa niż dwójki

Mówiąc o procy bojowej miałem na mysli procę widłową tylko zrobioną ze stali ze świetną gumą(czy jak tam to nazwać) a opisałem ją dlatego żeby rozgraniczyć małe dziecięce proce, od tych uzywanych niejednokrotnie na polach walki.

Kusze ręczną opisałem jako malutką broń zabujców, bo uważam że coś takiego powinno być, zakładam że nie było czegoś takiego w rzeczywistości ale mi tego brakowało, a co dobroni (takiej jak pistolet) to dałbym głowę że tak wyglą kusza mała opisana przez Ciebie w podręczniku
Kusza po rzymsku. Tyle, że później sze kusze były i prostsze w konstrukcji, zgrabniejsze do targania i efektywniejsze, jak tuszę. Nie wiem czy jest sens taki archaik wstawiać do systemu.
Dyskusja bardzo ciekawa, zwlaszcza ze zachacza o moj prawdopodobny temt pracy magisterskiej na temat broni miotanej i palnej .

Wydaje mi sie, ze dyskuja kreci sie wokol blednego punktu wyjsciowego jakim jest SE broni dystansowej w ujeciu mechaniki Warhammera. To czy broni dac SE 3, 4 lub 5 nic nie wnosi, ani zmienia, bo test na obrazenia wynosi K10 + SE. W tym wypadku zmniejszenie lub zwiekszenie broni o jeden lub dwa punkty SE nic zasadniczego w tej kwestii nie zmienia, bo o obrazeniach decyduje kostka K10, ktora w tym wypadku jest niezmienna, bo zdecydowana wiekszosc broni to tylko SE 3 lub 4. Czym zatem roznia sie obrazenie z procy, luku, kuszy, pistoletu, rusznicy, garlacza? Otoz niczym (+/- 1 punkt obrazen) . Proponowano juz szereg zmian, jednak wszystkie w obrebie SE broni np:

długi 5
elfi 4
krótki 3
kusza 4
C.kusza 5

Nawet takie zmiany nic w rezultacie nie daja, bo kiedy przyrownamy SE proc 3 lub 4 do ciezkiej kuszy to po przyjrzeniu sie, wychodzi nam, ze kusza ciezka (cholernie silna bron, ktorej predkosc wylotowa kilkanacie i wiecej razy przekracza predkosc wylotowa procy, a kilka razy luku) zadaje o jeden punkt badz dwa wieksze obrazenie. W zasadzie to tylko nieco poprawia srednia testu na K10 (w orginalnej mechanice juz nic sie nie zmienia). Jeszcze inna sprawa jest bledne porownywanie sily dlugiego luku do ciezkiej kuszy. Natomiast proba nadania SE do 7,8, czy 10 punktow poszczegolnym bronia rowniez mija sie z celem.

Zgadzam sie z Yodri, ze w mechanice mlotka nic w kwestii broni dystansowej sie nie zmienilo. Spowodowane jest to tym, ze mechanika mlotka zostala tylko odswiezona, ale nie zaszly w niej istotne zmiany. W tym wypadku wciaz jedzie na przestarzalym silniku mechanicznym, ktory nie jest w stanie konkurowac z nowoczensymi mechanikami, natomiast prostota i szybkosc to juz pewien standard.

Ogolnie rzecz ujmujac, gdyby ktos chcial sie pokusic o konstrukcje, choc w przyblizeniu wiarygodnych osiagow poszczegolnych broni musialby przebudowac calkowicie tebele i oprzec sie na innym systemie obrazen. Rozbijanie sie o punktowe, a tym bardziej losowe obrazenie (k10, k6, KX + X itd.) nigdy nie da nawet w przyblizeniu "uczciwych" osiagow danej broni. Te zalozenie spelnia tylko system "oparty na obrazeniach stopniowanych" (np. lekka rana, ciezka rana itd.), ktore zaleza od szeregu niezaleznych czynnikow ujetych juz w opis samej broni, bez potrzeby zobrazowania ich kolejnymi rzutami.
Miałem le[b]kki zapieprz, ale już wracam na TRPG...[/b]

Arilyn i Velius:

Erytryn wałęsał się po mieście z magiem Thirel, sprawdzając stan obrony i sprzetu oraz morale. Zarimowie patrolowali przedpole miasta. Velius dowiedział się,_że demony teraz są na wojennej scieżce i pozostawiaja po sobie tylko spaloną ziemię. Nie biorą zakładników na ofiary, nie pozostawiaja żadnego życia, unicestwiają rośliny i zamieniaja pola w pustynie... póki ktoś nie da im w łeb. Arilyn znalazła całą resztę ekipy w tawernie. Ci, którzy mogli - pili piwo.

Yang Lou:

Szermierz pomógł biec elfowi. Czarodziejka radziła sobie zadziwiająco dobrze. Byli jakos w połowie drogi, gdy usłyszeli turkot. Koło nich przejechał rydwan wielkosci trzypiętrowej kamienicy. jechali nim dziwni ludzie o blekitnej skorze pociętej wieloma granatowymi żyłami. Każdy ściskał w dłoni miecz lub łuk wygladajacy jakby był zrobiony z lodu. Do rydwanu zaprzężone były kościane smoki. Trzypiętrowa machina zatrzymałą sie i z tyłu otworzył sie właz. - Szybko! - pogonił ich jeden z mężczyzn siedzących w środku. Nie majac wielkiego wyboru wsiedli. Rydwan był dziwną konstrukcją połączonych elementów zniszczonych domów. - Skleciliśmy ten pojazd z ruin kilku domów - powiedział jeden z mężczyzn, widząc jak szermierz rozgląda się po "obiekcie". - Jesteśmy Łowcami Dusz. Jednostka przeciwko demonom. Zmierzamy do Bosporu - miasta daleko na zachód... po drodze ejst jakieś warowne miasto, możemy was zostawic tam, lub zabrać dalej - zaproponował. - Ten kontynent padnie, trzeba przygotować siedo obrony następnego - westchnął. - Vesar! Nie gadaj z uchodźcami, lec an stanowisko! - krzyknął dowódca wyprawy. - jesteś jedynym ze zmysłem Shae'Ith wiec używaj go! -
Łowca dusz szybko pobiegł na drugie pietro skad dochodził krzyk. W pomieszczeniu została trójka uchodźców i kilku lowców i łowczyń dusz - siedzieli lub stali przy oknach z kuszami i łukami gotowymi do strzału.
Zimowysmutek
Napięcie, które pozwoliło nie spać w oczekiwaniu przez kilka godzin, okazało się słabsze niż moje zmęczenie. Na parę godzin przed świtem ogarnęła mnie ponownie senność widząc zrezygnowanych towarzyszy sam zacząłem się łamać i zastanawiałem, czy wycie wilka nie było przesłyszeniem. Słowa Lindary zdenerwowały, ale nie odpowiedziałem jej tylko z gardła wydarł mi się gniewne warkniecie. Kładąc się koło towarzyszy ponownie usłyszałem wycie wilka i odpowiedź drugiego na jego zew. Zasypiając przez głowę przebiegła mi myśl "Niech mnie wilki zagryzą jeśli to jest wycie prawdziwego wilka", ale nawet ta myśl nie przegnała senności. Zapadłem w płytki nie spokojny sen. Rano obudziłem się nie wyspany, ale świadomość tego, że karawana była obserwowana w nocy dodała mi otuchy i poprawiła humor, może nie na tyle by śpiewać z radość, ale był dobry. Zjadłem szybko śniadanie, o którym o dziwo nie zapomniał pilnujący nas pies jadąc na wozie dokończyłem resztki z kolacji rozglądając się po okolicy i cieszę się ładną pogodą. Widząc zdenerwowaną sukę , która dowodzi ochrona karawany pomyślałem sobie "Ta wiedźma się niepokoi czymś, a to dobrze dla nas". Po południu wjechaliśmy w wąwóz widząc go i zdenerwowanie ochrony karawany pomyślałem "teraz wszystko jasne czemu nie zaatakowali wczoraj w nocy mając w zanadrzu znacznie lepsze miejsce na zasadzkę" nawet się nie zdziwiłem, gdy Shethar odwrócił się w nasza stronę. Wysłuchałem wymiany zdań Lindary ze strażnikiem i powiedziałem patrząc w niebo i się uśmiechając:
- On nie twierdzi, że będziemy uciekać, ale obawia się ataku na swoje plecy, gdy będzie czymś zajęty.- po czym przeciągnąłem się niczym kot po południowej drzemce. W momencie, gdy mieliśmy przejechać przez most, przebiegł mi przez plecy dreszcz na dźwięk trzeszczącej konstrukcji. Niepokój minął dopiero po drugiej stronie mostu, ale w momencie zjazdy ariergardy na most rozległ się dźwięk walącego się mostu i kwik koni, a od czoła kolumny dotarły odgłosy walki. W momencie, gdy się rozglądałem zobaczyłem jak grupka banitów biegnie w naszą stronę, paru z nich wymierzyło w nasza stronę. Zdążyłem się ukryć tuż przed salwa, woźnica nie miał tyle szczęścia, ale krzyk bólu Lindary uświadamia mnie, że my też możemy dostać bełtem, podniosłem się i podszedłem razem z Lindara do woźnicy, zabieram jego kusze [jest to zwykła kuszą czy uraithen? Jeśli zwykła to zabieram trupowi kilka bełtów] mając kusze w ręku spokojnie mierze do Shethara[ staram się tak trafić by nie mógł walczyć, ale był żywy po bitwie mam do niego parę pytań, gdy to zrobię na cel biorę innych strażników z karawany za każdym razem mierząc bez pośpiechu.]
Artysta – poszukiwacz przygód, który będąc w ciężkiej zbroi, potrafi wskoczyć na konia, napinając jednocześnie kuszę i pijąc dwie magiczne mikstury.

Bazyliszek – kolekcjoner naturalistycznych rzeźb.

Chmiel – inaczej: święta roślina. Czczona przez poszukiwaczy przygód przy każdej okazji.

Drzwi – znienawidzony przez poszukiwaczy przygód obiekt. Członkowie drużyn bez przerwy wyżywają się na drzwiach i opracowują najwymyślniejsze metody ich niszczenia. Niektóre gatunki drzwi wykształciły pewne mechanizmy obronne, potocznie zwane pułapkami.

Iluzjonista - mag, który podczas bójki w karczmie wykończył kilkunastu barbarzyńców i próbuje wyjaśniać strażnikom, że to wszystko tak tylko na niby...

Intuicja - jedna z podstawowych (obok siły i zręczności) cech każdego poszukiwacza przygód. Niestety zwykle jej wartość wynosi 0,00.

Łom - przyrząd, który można z powodzeniem stosować zamiast klucza. Łatwy w użyciu i zawsze pasuje.

Most - konstrukcja łącząca brzegi rzeki. Wytrzymałość mostu jest odwrotnie proporcjonalna do jego długości.

Noga - podstawowy organ napędowy Lineage 2, służący również do zadawania ciosów zwanych kopnięciami (patrz Chuck).

Odkrywca - poszukiwacz przygód, który właśnie wpadł do jeszcze nieodkrytej przez drużynę zapadni.

Pechowiec - poszukiwacz przygód, który w trakcie przygody stracił nogę, a z podziału skarbu przypadły mu magiczne buty.

Rozmowa - wymiana zdań będąca formą artystycznego wstępu do bijatyki.

Stos - podium dla czarownicy. Jednorazowe, ale za to dobrze ogrzewane.

Ucieczka - metoda walki polegająca na zmęczeniu przeciwnika.

Wściekła krowa - niebezpieczny potwór hodowany przez Celtów. Atakuje głównie mózg - kopytami, zębami i rogami.

Zamek błyskawiczny - forteca, którą można zdobyć po jednym dniu oblężenia.

Żona - niezwykle groźny raid boos. Potrafi za pomocą rzucanych przez siebie uroków zamienić poszukiwacza przygód w pantoflarza, pantofelka lub kompletnego pierwotniaka.
Witam!

Puklerza nie trzyma sie za szpic przechodzacy przez srodek ani nie przypina sie go do przedramienia. Puklerz jest mala tarcza trzymana normalnie za uchwyt dlonia. Jako ze trzyma sie go dlonia to w tej dloni juz nic nie mozna miec. Najbardziej widoczna roznica jest to ze trzymajac go w postawie powierzchnia puklerza jest prostopadla do przedramienia a nie rownolegla tak jak w wiekszych tarczach. Puklerz mozna obracac w dloni zmieniajac ten kat w zaleznosci od parowanego ciosu.
Dlaczego puklerz wymaga oddzielnej umiejetnosci?
Puklerzem paruje sie ciosy 'zbijajac' je z kursu a nie przyjmujac impet ciosu na tarcze. Puklerz jest maly wiec zbijanie ciosu wymaga wprawy. Puklerz mozna uzywac calkiem wprawnie co zadawania ciosow ( puklerze mogly miec nawet kolec na srodku zeby to usprawnic jednak nawet bez niego oberwanie takim kawalem zelaza jest bolesne i wytracajace z rownowagi )
Zaleta puklerza jest to ze jest maly, nie obciazajacy bardzo i mozna go nosic przy pasie. To sa konkretne zalety w porownaniu do drewnianej tarczy ktora sie transportuje przewieszona przez plecy, ktora sie obija i zawadza. Puklerz nie jest czyms co sie uzywa na wojnie tylko w miescie w parze z rapierem czy bronia o podobnej konstrukcji. Poza tym - puklerz czesto byl wykonywany w calosci z metalu i sluzyl o wiele dluzej niz drewniana tarcza ktora mogla isc na podpalke po jednej walce lub szybciej.

Co do szkotow - to o czym piszesz to jest tzw 'target' czyli drewniana tarcza przypinana do przedramienia na jednym zaczepie i jednoczesnie chwytana dlonia za drugi zaczep ( jak to tarcza ). W tym wypadku mozna bylo chwycic w dlon sztylet i w klinczu nim dzgnac. Nie bylo to jednak rozwiazanie strasznie popularne i strasznie efektywne.

Dlaczego uwazasz ze wojownik z toporem i tarcza zniszczy kazdego z dwureczna bronia? Tarcza topornika szybko pojdzie w drzazgi po paru trafieniach w nia z dwurecznej broni ( pytanie tylko czy i w jaki sposob uzywasz zasady niszczenia broni i pancerzy ). Pan z dwureczna bronia zapewne bedzie mial na sobie plytowy pancerz ktory tak latwo sie nie zniszczy

I nie, nie ma sensu i mozliwosci uzywac broni dwurecznej z tarcza. nie po to powstala bron DWUreczna Zwlaszcza majac tarcze przypieta do lewego przedramienia.

Kusznicy tarcze mieli tyle ze byly to paweze ktore wbijali w ziemie przed siebie zeby podczas ladowania byc zaslonietym. Puklerze mogli nosic przy pasie na wypadek niespodziewanej walki wrecz. Nie strzela sie z kuszy trzymajac puklerz

A poza tym - ja uwazam ze 'bron specjalna ( parujaca)" pozwala uzywac swojego wlasnego plaszcza do parowania ciosow i jeszcze za jego pomoca rozbrajac przeciwnikow. W koncu nie jest to umiejetnosc wojenna tylko miejsko-surwiwalowa.

Pozdrawiam

[Dziękujemy za wyjaśnienia. Trzymajmy się tematu Zasad. mod

| 1.Czy wolno posiadać kuszę podwodną?

| Trzeba mieć zezwolenie.

| 2.Czy wolno z niej polować na ryby?

| AFAIK nie. Ta metoda uznawana jest za kłusowniczą.

Nie potrzeba zezwolenia.Jest to taka sama bron jak widly ogrodnicze.A
polowac wolno pod woda na wyznaczonych akwenach.Popytaj w Zwiazku
wedkarskim.

Leszek



USTAWA
z dnia 18 kwietnia 1985 r.
o rybactwie śródlądowym.

(Tekst pierwotny: Dz. U. 1985 r. Nr 21 poz. 91)
(Tekst jednolity: Dz. U. 1999 r. Nr 66 poz. 750)

Art. 7. 1. Za amatorski połów ryb uważa się pozyskiwanie ich wędką lub
kuszą.

2. Amatorski połów ryb może uprawiać osoba posiadająca dokument uprawniający
do takiego połowu, zwany dalej "kartą wędkarską" lub "kartą łowiectwa
podwodnego", a jeżeli połów ryb odbywa się w wodach uprawnionego do
rybactwa - posiadająca ponadto jego zezwolenie.

3. Z obowiązku posiadania karty wędkarskiej są zwolnione osoby do lat 14, z
tym że mogą one uprawiać amatorski połów ryb wyłącznie pod opieką osoby
pełnoletniej posiadającej taką kartę.

4. Z obowiązku posiadania karty wędkarskiej lub karty łowiectwa podwodnego
są zwolnieni cudzoziemcy czasowo przebywający w Polsce, posiadający
zezwolenie, o którym mowa w ust. 2. Z obowiązku tego zwolnione są także
osoby uprawiające amatorski połów ryb w wodach uprawnionej do rybactwa osoby
fizycznej, jeżeli uzyskały od niej zezwolenie na połów w tych wodach.

5. Kartę wędkarską lub kartę łowiectwa podwodnego wydaje starosta, po
złożeniu przez osobę zainteresowaną egzaminu ze znajomości ochrony i połowu
ryb przed komisją powołaną przez społeczną organizację amatorskiego połowu
ryb; z obowiązku składania egzaminu są zwolnione osoby posiadające średnie
lub wyższe wykształcenie rybackie.

6. Osoba, wobec której orzeczono cofnięcie karty wędkarskiej lub karty
łowiectwa podwodnego, może przystąpić do powtórnego egzaminu najwcześniej po
upływie terminu, o którym mowa w art. 27 ust. 2 pkt 3.

7. Społeczna organizacja amatorskiego połowu ryb za przeprowadzenie
egzaminu, o którym mowa w ust. 5, pobiera opłaty w wysokości przez siebie
ustalonej.

8. Uprawniony do rybactwa za wydane zezwolenie na uprawianie amatorskiego
połowu ryb może pobierać opłatę w wysokości przez siebie ustalonej.

ROZPORZĄDZENIE MINISTRA ROLNICTWA I ROZWOJU WSI
z dnia 12 listopada 2001 r.

w sprawie połowu ryb oraz warunków chowu, hodowli i połowu innych organizmów
żyjących w wodzie.

§ 3. 1. Amatorski połów ryb kuszą może uprawiać osoba posiadająca kartę
łowiectwa podwodnego, której wzór określa załącznik nr 2 do rozporządzenia.

2. Amatorski połów ryb kuszą uprawia się:

1) wyłącznie w porze dziennej: po upływie godziny od wschodu słońca, nie
później jednak niż na godzinę przed zachodem słońca,

2) kuszą napinaną siłą mięśni, miotającą harpun na uwięzi, który nie może
mieć więcej niż 3 ostrza rozstawione w taki sposób, aby nie wykraczały poza
obwód koła o średnicy 30 mm; konstrukcja harpuna powinna umożliwiać łatwe
oddzielanie ostrza od jego trzonu,

3) w promieniu nie większym niż 50 m od ustawionego na powierzchni wody
pływaka koloru żółtego o wyporności co najmniej 5 litrów; pływak ustawiany
jest na czas połowu przez osobę dokonującą połowu ryb kuszą,

4) w taki sposób, aby kusza podczas napinania i zwalniania była w całości
zanurzona w wodzie,

powod byl tylko jeden - latwosc wyszkolenia.
Wyszkolenie dobrego lucznika trwalo okolo 3 lat
Co do celnosci to luk przez dlugi czas byl lepszy, jeszcze w 1777 roku
rozrzut calkowity skalkówki wynosil 10/10 metrów przy strzale na dystansie
200m, (mam gdzies dane starych broni o ile kogos interesi) spowodowane to
bylo nierówna waga kul, nierówna wielkoscia ladunku miotajacego,
koniecznoscia odsypania czesci prochu na panewke co powodowalo poczatkowy
wstrzas oraz nierównomierna wartoscia palna prochu.
predkosc strzelania byla na korzysc luku spokojnie 6 strzal na minute
podczas gdy muszkiet mogl strzelac nie szybciej niz 1 strzal na 2 minuty.

w Londynskiej Tawer w 1300 roku bylo zgromadzonych 100 tys luków i 800tys
strzal, przecietny ciesla majac do dyspozycji pret z Cisu lub jesionu mógl w
ciagu godziny wykonac luk i kilkanascie strzal. Poniewaz najlepsze luki
robiono z Cisu jego drzewo bylo tak cenne ze w 13 wieku wprowadzono jego
ochrone!! bo jego ilosc drastycznie spadla. Przebijalnosc zbroi przy strzale
z luku byla nieduza do momentu wprowadzenia grotów trój lub
czwórgraniastych, wtedy osiagnela bardzo duza skutecznosc.
Luków bylo kilka rodzai
najpopularniejszy w europie luk prosty angielski dlugi 180cm o duzym zasiegu
strzalu do 300m
luk wschodni refleksyjny
luk wschodni retrorefleksyjny
luk wschodni retro i refleksyjny kompozytowy - donosnosc do 800m
funtaz luków z tamtego okresu jest malo znany ze wzgledu na nieduza ilosc
zachowanych egzemplarzy ale mogla dochodzic do 100 funtów choc srednio
wynosila zapewne w okolicach 50 funtów. Ja nie jestem herosem 167cm ponizej
60 kg a strzelam z 45 funtowca i na zawodach w ciagu 2 godzin trzeba oddac
144 strzaly. co mi przychodzi raczej bez trudu.
Lucznicy angielscy byli dobierani nikt kto mial mniej niz 168 cm wzrostu nie
mógl nim zostac (srednia w tamtych wiekach to ok 160 cm) ja bym sie
nienadawal.
Ostatni raz luk zostal wykorzystany na europejskim teatrze dzialan wojennych
w 1815 r .
Jescze Karol Gustaw w czasie wojen polsko szwedzkich najal 2,5 tys oddzial
angielskich luczników jako ochrone przed naglymi atakami jazdy polskiej.
Kusza to kompletnie odmienna bron zbudowana glownie by uzyskac duza sile
przebicia, i celnosc bez potrzeby dlugiego szkolenia. ale o malej donosnosci
(duza masa beltu) produkowane byly takze kusze strzelajace nie beltem lecz
kula kamienna lub metalowa.
Moge podac angielska taktyke walki z jazda ciezka.
Pierwsza salwa stromotorowa celowana w konie ( od góry w nieosloniete
grzbiety )na 200 metrów
druga strzal w konskie nogi
trzecia strzalami z otworkami w grocie nad konskimi glowami (konie wpadaly w
poploch)
czwarta ponownie w nogi koni i nieosloniete piersi (zwiekszenie tumultu i
rozbicie szyku)
dopiero nastepne w rycerstwo o ile szyk byl zlamany, lub w niezalamany szyk
rycerstwa ale juz po przemieszczeniu sie za szeregi pikinierów.
Wspólczesne luki mysliwskie tzw bloczkowe maja inna konstrukcje, bloczki
zapewnija dlugi naciag 30 cali (75cm) przy malej wysokosci luku ok 1 metra.

Witam.

Z uwagi na staż i spore rachunki w Idei mam możliwość wymiany
dotychczasowej Nokii 6210 na coś nowego. Przymierzam się do Nokii 9210
(prowadzę firmę). Jednak przeglądając ofertę obecnych aparatów
zauważyłem, że
ta maszynka sporo odstaje od innych, nawet dużo tańszych konstrukcji, w
możliwościach. Oczywiście nie myślę tu o funkcjach specyficznych dla
palmtopów... Weźmy na przykład brak tej literki "i", czyli Javy, i
odcięcie od szybko się rozwijającego rynku middletów. Albo brak GPRS, co
znacznie podnosi koszty korzystania z Internetu.



jka dla mnie to brak gprs dyskwalifikuje ten telefon, chyba, ze bedziesz
korzystal z HSCSD w plusie, ale to nadal kosztowna zabawa...
poza tym nie podoba mi sie w 9210 jej pamiec i wolny procesor. no i cena-
mozesz ja kupic za 1300 zl nowa, podczas gdy w promocjach jest top najnizsza
mozliwa cena... to juz bardziej sie oplaca kupic cos w promocji, sprzedac i
kupic za to 9210, jak juz baaardzo chcesz. tyle, ze na wtornym rynku nie
dostaniesz faktury VAT, a zapewne ci na niej zalezy.
pdzr

A także powolny

transfer danych PC==Communicator (kartę wymieniłbym powiedzmy na 128
MB), co stawia chyba pod znakiem zapytania dajmy na to sensowność
przenoszenia danych/programów serwisowych (potrzebnych mi przy pracy w
oddziałach) w pamięci urządzenia, bądź możliwość komfortowego ładowania
plików mp3 do odsłuchu. Zresztą prawdopodobnie wymaga to także
instalacji jakichś
(zapewne mało kompatybilnych znając Nokię) sterowników na docelowych PC.
Poza tym konkurencją sa zdaje się palmtopy, które da się wykorzystywać
do pracy, a wtedy do odbierania telefonów zamiast ciężkiej N9210
wystarczyłby mi jakiś prosty telefon...

Reasumując, podpowiedzcie mi, czy warto jeszcze inwestować w ten
telefon? Czy może wziąć ten, lub inny aparat (6310, SL45) i wymienić na
giełdzie za dopłatą na 9210i, zupełnie inny rozbudowany aparat z
prywatnego importu, bądź na jakiegoś palmtopa bez/z GPRS (są takie...?).
Chciałbym po prostu, aby ktoś mi doradził: albo kupić i nie rozpakowując
wymienić na coś lepszego, albo jednak rozpakować i... być happy? ;-)

P.S. Kuszą mnie jeszcze zupełnie nowe funkcje, jakie daje np. N7650
(zdjęcia), ale nie ma jej w ofercie Idei, niestety...

P.P.S. Czy oprogramowanie w 9210i zapewnia znacząco lepszą zgodność z
dokumentami pakietu Office? A jakie zalety wykazuje nowy system EPOC w
porównaniu do dotychczasowego modelu? Czy jest to znacząca różnica in
plus?

P.P.P.S. Kiedyś była AFAIR polskojęzyczna strona o Communicatorze. Teraz
jest co prawda polecana http://www.my-communicator.com/, ale nie widzę
tam żadnych polskich akcentów? Grupy dyskusyjne i giełda też
angielskojęzyczne, niestety...

I na koniec przepraszam za ten zalew pytań, no ale po angielsku to ja
sobie tam nie pogadam ;-).
M.



--
No, teraz to sie musisz posmiac...


    Tak gwoli uzupełnienia

Po pierwsze protokół z Kioto ma większe znaczenie nż traktat ABM
a nawet układy START. Jego wypełnienie oznacza potrzebę
restukturyzacji całej gospodarki.



    Układ z Kioto nie ma żadnego znaczenia.
    Dlaczego? Bo nie podpisały go i nie podpiszą ani Indie, ani Chiny, ani
kraje rozwijające się, które emisje gazów mają największą. To tyle.
Podawanie jako przykładu USA, w którym na ograniczenie zużycia paliw i
emisji ma wpływ zupełnie coś innego, jest nieco nie na miejscu. Ale pewnie,
argument pasuje, co?

- wycofali się tez z traktatu ABM,



    Straszne. Zwłaszcza, że podpisany był w innych okolicznościach i tylko
między dwoma państwami. I żeby było śmiesznie, akurat sprzeciw jednego z
państw-synatariuszy wynika nie z powodów merytorycznych, a politycznych.
Tysiąc rosyjskich głowic do USA tak czy inaczej doleci niezależnie ile z
128 antyrakiet i 4 laserów na drodze napotka :oP

- sprzeciw dla Trybunału Międzynarodowego,



    Sprzeciw dla instytucji z założenia nieskutecznych i marnotrawiących
pieniądze dla dobrego samopoczucia, akurat mnie wydaje się sprzeciwem
bardzo uzasadnionym.

- odrzucenie traktatu o minach lądowych.



    Nie generalnie lądowych, a przeciwpiechotnych. Tyle Twojej wiedzy. I
pozbawienie się możliwości używania takich min uważam za pomysł cokolwiek
chybiony. Bo będzie to kolejny dokument bez znaczenia. Kusz też chciano
zakazać, nawet bullą papieską, a efekt takiego działania był marny. O ile
rozsądne są traktaty zapobiegające rozprzestenianiu się broni A (również
BC), o tyle nikt nie będzie miał możliwości sprawdzenia czy ktoś
przestrzega zakazu produkcji takich a nie innych min czy nie, bo to są
bardzo proste konstrukcje. Innymi słowy ten cały traktat, to kolejna
telewizyjna szopka, obrazy dzieci z powyrywanymi nóżkami i rączkami, a
porównanie do ograniczeń w dostępie do broni po jakichś głośnych masakrach
jest IMO uzasadnione. Działa ten sam mechanizm: "Polityku, zrób coś, bo ja
nie chcę tego oglądać i zaczynam się bać!".

Warto pamiętać, że te traktaty to świstki papieru, często bez
postanowień wykonawczych. Ich podpisanie nic by nie zmieniło [...]



    ... to po co je miałby ktokolwiek rozsądny podpisywać? Jakoś tak się
dziwnie składa, że jak już coś USA podpiszą, to przestrzegają. Jeśli
podpisywanie dla samego podpisywania ma być cnotą, to chyba cnotą
hipokryzji. Pospisujemy jedno, robimy drugie. To ja już wolę podejście
Amerykanów, mimo wszystko. Człowiek wie na czym stoi.

podpisując je postawiły by się na równi z innymi krajami.



    Czekaj, niech się chwilę zastanowię. Na równi z innymi, czyli takimi,

niewartościowy świstek? No tak, to świadczy o tych państwach bardzo
wymownie, prawda? :

A przecież USA są hegemonem i nie pozwolą sobie nawet na
stworzenie wrażenia, że są równe innym państwom.



    Interesująca interpretacja. Jest też inna. Nie podpisują bzdurnych
traktatów i dokumentów, nie dołączają do wzajemnego stanu samozadowolenia
wynikającego z tego, że jak się już podpisało dokument bez znaczenia, to
należy wypominać to innym. Generalnie jakoś to wszystko o czym piszesz to
raczej wywołuje zaufanie do Amerykanów niż brak takowego :o)

Metoda tej transformacji, czyli niemalże wojna światowa jakoś mnie
nie przekonuje.



    Niesamowite, jak to mały konflikt gdzieś na zadupiu globu może wywołać
u niektórych wrażenie konfliktu niemalże światowego.

                       pozdrawiam,
                                      REMOV

    "War is a game played with a smile: if you can`t simle, grin.
     If you can`t grin, keep out of the way until you can."
                                                    [Winston Churchill]


Owszem, zupełnie inną sytuacją jest kiedy w stado przerażonych chłopów z bambusowymi patykami wbija się kilka ton zdyscyplinowanej stali na koniach, biedacy którym udaje się przeżyć biorą nogi za pas, a dowódca pada na zawał bo już wie, że przegrał

A co np z Kircholmem , tam nie było przerażonych chłopów tylko zdyscyplinowana, dobrze uzbrojona armia szwedzka? To tylko przykład może nie z średniowiecza, ale bardzo jaskrawy i nie odosobniony.

Cytat: Tutaj właśnie dochodzimy do sedna problemu - w Japonii nie było ciężkiej konnicy z lancami i kuszami, a w Europie nie było samurajów którzy na polu bitwy walczyli zdecydowanie inaczej niż rycerze. Ergo, wszystko pięknie, ale obawiam się mimo wszystko, że dywagować możemy bez końca, bo niektórych czynników nie przewidzimy. Na całe szczęście nie musi nas to powstrzymywać od wymiany poglądów i dzielenia się wiedzą

Wydaje mi się że dobrym odpowiednikiem jazdy samurajskiej w europie, a ściślej w naszych warunkach była jazda ruska i tatarska, zwłaszcza jeśli popatrzymy na uzbrojenie i opancerzenie... zbroje lamelkowe i szable odpowiadają japońskim zbrojom i mieczom , tylko poziom wyszkolenia był inny.

Ja w tym temacie przepraszając za jego kontynuację napiszę parę zdań.

Porównywanie bitw w Europie do Japonii jest pozbawione sensu, a składa się na to wiele czynników nie mających żadnego związku z bronią. Jedym z powodów jest to że japonia była i jest krajem raczej małym przestrzennie, a także struktura społeczna pozwalała walczyć jedynie odpowiednikowi szlachty. W europie było zupełnie inaczej - pospolite ruszenia były raczej nomą, bitwy bez tego elementu nie były już tak liczne. Moim zdaniem miecz japoński jest lepszą bronią (pod względem konstrukcji oraz jego ergonomii) od mieczy europejskich - dodać należy że większość mieczy wojska były bardzo kiepskiej jakości bo musiały być tanie - tylko bogaci mieli broń odpowiedniej jakości. Co do walki dobrego samuraja z rycerzem tego samego poziomu - bez zbroi postawił bym na samuraja, w zbrojach skłonił bym się jednak w stronę rycerza mimo że szanse ocenial bym raczej po połowie.

Co do bitew średniowiecznych - my europejczycy mamy szczęście, że Chiny były tak daleko, oraz że maiały w owym czasie "zajęcie" w postaci plemion mongolskich nękających pogranicza cesarstwa nie możliwych do całkowitego zniszczenia poprzez nie posiadania struktury państwa (brak miast, stałych siedzib itp). Gdyby nie te czynniki to jakie szanse mialo by rycerstwo europy tamtego okresu z kilkuset tysięczną armią chińską dobrze zresztą wyszkoloną (odbywał się normalny pobór do wojska z całej populacji kraju, z akcentem na warstwy najbiedniejsze, szkolenie wojskowe każdego rekruta bylo obowiązkowe - zatrudniano wielu nauczycieli walki w wojsku - stąd tak szeroko uprawiane było i jest wu shu w całych chinach) - moim zdaniem żadne - wszyscy mówili byśmy teraz w języku chińskim. Małą zaledwie próbkę tego co mogli by zrobić chińczycy, dali europie mongołowie i tatarzy - te plemiona mialy doświadczenia w walce z chińskim imperium (w olbrzymiej większości przegrane - dynastia mandżurska (mongolska) nie była efektem pokonania chińskiej armi bo to w owym czasie nie bylo możliwe przez żadną armię na swiecie, a nawet kilku takich armi na raz - to był efekt że tak powiem "burdelu" politycznego i walki o władzę) i w związku z tymi doświadczeniami zmodyfikowaną metodą walki - każdy kto zna histrorię europy wie jaki strach nazwy tych plemion wzbudzały w europie tamtych czasów, a także na bliskim wschodzie - a to były tylko plemiona koczownicze nie porównywalne do armii chińskiej w żadnym aspekcie.
Ciekawe odkrycia archeologów w Grodzisku

Ślady spalenizny, groty strzał, arabskie Dirhamy, zaskakująca data budowy - badania wczesnośredniowiecznego grodziska w Trzciance koło Sokółki przynoszą bardzo ciekawe wyniki. Prace prowadzone są przez archeologów z Podlaskiego Muzeum w Białymstoku. "Niewielki gród (ok.44 arów) stał na pograniczu jaćwiesko - słowiańskim. Oddalony był od rzecznych szlaków handlowych na Bugu i Narwi. Milczą o nim źródła pisane. Najstarsze informacje na temat reliktów grodziska pochodzą z 1895 roku" - opowiada Urszula Stankiewicz, kierownik badań.

Jak mówi archeolog, nikt nie spodziewał się w tym miejscu tak niezwykłych odkryć. "Od początku badań wykopaliskowych odsłanialiśmy ślady pożaru doszczętnie niszczącego drewnianą konstrukcję wału i zabudowę wewnętrzną grodu. W warstwie przesyconej węglami drzewnymi, a także pomiędzy spalonymi belkami wału znaleźliśmy groty strzał do łuku" - opisuje sytuację archeolog.

Wszystko wskazuje na to, że gród został zaatakowany, a następnie spalony. Kim byli mieszkańcy, a kim napastnicy? "Na to pytanie dzisiaj nie potrafimy jeszcze dać jednoznacznej odpowiedzi. Pracujemy nad rozwikłaniem tej zagadki. Mieszkańcami byli zapewne Słowianie, natomiast napastnikami przypuszczalnie mogli być Wikingowie, Bałtowie, może sprzymierzeni jedni i drudzy. O napastnikach, wiemy, iż posługiwali się wysokiej jakości bronią żelazną. Były to pospolite groty z tulejką i zadziorami oraz charakteryzujące się wysoką jakością surowca i wykonania groty z trzpieniem i liściem nie rozdzielonym" - wyjaśnia Stankiewicz.

"Znalezione dotychczas typy grotów występują zarówno na terenie Słowiańszczyzny, jak i poza nią. Tego typu strzałami posługiwali się wspomniani Bałtowie, Wikingowie. Podobnych używali Normanowie i inne plemiona germańskie, a także ludy Azji" - dodaje.

Także przyczyny napaści mogły być zarówno polityczne jak i typowo łupieskie. Zaskakującym i niezwykłym odkryciem były srebrne monety arabskie - Dirhamy, znajdowane w warstwie, wypełnisku budynku oraz na wale.

"Niezwykłym było nie tylko samo znalezisko, ale i obecność tzw. siekańców, wskazujących na umiejętność posługiwania się monetami jako środkiem płatniczym. Na podstawie odkrytych monet arabskich, wnioskujemy, iż mieszkańcy byli społecznością majętną, a posiadane dobra - pożądane" - mówi Stankiewicz.

Po pracowitym sezonie wykopaliskowym archeologów czeka równie pracowita zima. "Będziemy się zastanawiać nad tym, co mogło się wydarzyć w Trzciance. Hipotez na temat badanych wydarzeń jest wiele. Analizujemy je, aby wykluczyć najmniej prawdopodobne. Są to działania długotrwałe, wymagające drobiazgowej analizy wielu czynników i elementów, by wymienić tylko kilka: skład chemiczny żelaza, srebra, i innych surowców, z których wykonane zostały przedmioty i broń znalezione na grodzisku, typologia ozdób i przedmiotów codziennego użytku, ich funkcja, odtworzenie środowiska przyrodniczo geograficznego w celu ustalenia bogactw naturalnych i pory roku, w której mógł nastąpić atak" - wyjaśnia Stankiewicz.

Niektóre pytania znalazły już odpowiedź, nawet bardzo zaskakującą - okazuje się, że datowanie grodu jest o wiele wcześniejsze niż przypuszczano: funkcjonował zapewne w IX-XI wieku, tj. okresie formowania się Państwa Polskiego.

"Poddane analizie C 14 drewno z konstrukcji wału oraz jednego z budynków datowano na VII-IX wiek (okres ścinania drewna). Gród wzniesiono zapewne w IX wieku. Wczesny okres budowy warowni potwierdzał również brak grotów do kuszy oraz przedmiotów szklanych" - wyjaśnia Stankiewicz. To bardzo wczesne datowanie grodu. Na Podlasiu przecież dominują grodziska XII-XIII - wieczne. Co to oznacza? "Prawdopodobnie nie rozpoznano jeszcze najstarszych wczesnośredniowiecznych siedzib grodowych" - przypuszcza archeolog.

Grodzisko w Trzciance jest jednym z kilku, położonych nad rz. Biebrzą, pierwszym, które badano metodą wykopaliskową. Trwają analizy dokonanych odkryć terenowych.

PAP - Nauka w Polsce, Adam Lisiecki
tot/bsz
Źródło


Grot żelazny


Widok na grodzisko podczas badań
Su
Odpowiedź Nisassy ucieszyła mnie. Szykowała się niezła impreza jakiej ten zamek jeszcze nie widział. Oj, muyjuż damy „wielkiemu lordowi” popalić, od razu zatęskni za zimnymi krajami. Nisassa wzięła pochodnie i ze złośliwym uśmieszkiem poleciła mi wybrać dla nas broń. No, przeciwnicy nie będą mieć tej przyjemności. Z entuzjazmem zaczęłam rozglądać się po całym pomieszczeniu. Jedno jednak przyznać musiałam, w życiu nie widziałam takiej ilości sprzętu. Nie mówiąc już o różnorodności. Hmmm 2 na osobę, coś wymyśle. W najgorszym wypadku zawsze zostaje wyliczanka. Po namyśle zaczęłam wybraną broń „wyrzucać” na środek. Dla Nisassy, która wydawała mi się silną dziewczyną, wybrałam szeroki miecz z biegnącą w środku dziurą aż po sam czubek, powodującą, że całość wyglądała jakby miała dwa ostrza. Takie sklejenie dwóch ostrych kling. Była to bardzo sprytna konstrukcja pozwalająca zatrzymać, a następnie, bez większego wysiłku, wyrwać broń z ręki wroga. Dorzuciłam do tego jeszcze mały, acz śmieszny toporek z rękojeścią dawnego pistoletu. Isolt, z racji mniejszej postury, wygrzebałam włócznie z wygiętym końcem. Takie odwrócone baranie rogi. Jak raz się wbiją w ciało, to odejdą już tylko z jego kawałkiem, i to całkiem sporym. Uwielbiam taką złośliwą broń. Dorzuciłam dziewczynie jeszcze kuszę. Oczywiście z strzałami. Będzie nam pomagać bardziej z dystansu, niż w starciu bezpośrednim. Dla siebie zagarnęłam żelazne rękawice. No, to teraz na pewno oderwę to całe towarzystwo od ziemi. Przeplotłam też swoje ciało siecią, tak aby mi nie spadła i zarazem nie przeszkadzała. Mam dziwne wrażenie, że ona nam się przyda. W końcu i tak więcej broni nie potrzebuje. Mam przecież swój miecz, hak, tarcze a nawet totem. Uderzyłam pięścią w pięść. Głuchy pomruk żelaznych rękawic rozniósł się. To jest właśnie to co lubię. Już, za ponagleniem Nisassy, miałyśmy się zacząć zbierać. Isolt nawet już podniosła przygotowaną dla siebie broń. Niestety, nie mogło pójść tak jak tego chciałabym. Na scenę wkroczył Lexor ze swoim oddziałem baletnic. Złośliwy uśmiech pojawił się na mojej twarzy: Przykro mi Lexorku ale to jest impreza zamknięta. Baletnic nie wpuszczamy. Nisassa skacz! Dziewczyna szybko załapała o co mi chodzi i zeskoczyła ze schodów w dół. Wylądowała obok broni, która dla niej została na podłodze. W tym samym czasie, kiedy Nisassa zeskakiwała, ja obróciłam się chwytając tarcze zrobioną z drzwi samochodu. Była największa na składzie tutaj znajdującym się. Właściwie, to jeszcze parę centymetrów i nie można byłoby z nią wyjść stąd. Trzymając tą niezwykłą tarczę przed sobą, natarłam całym ciężarem na wbiegających. Nie mieli szans na odskok w bok, a ja nie zamierzałam ustąpić dopóki wszyscy nie wylecą na zewnątrz. Zawsze mogą wejść do zbrojowni jeszcze raz, ale kobietom się ustępuje, więc raczej muszą poczekać na swoją kolej.

>